Euro ma właśnie 10 lat
Swoje dziesiąte urodziny euro obchodzi w momencie niebezpiecznym dla globalnych finansów. Jeśli jednak przyjąć, że rzeczywistość gospodarcza znajduje wyraz w kulturze masowej, to jest ono w dobrym stanie. W najnowszym filmie z Bondem, „Quantam of solace”, biznesmen płacący przestępcom posługuje się euro, bo - jak zauważa jedna z postaci filmu - „dolar nie jest już taki, jak kiedyś. To koszty wojny”.
Wprowadzenie wspólnej waluty europejskiej - 1 stycznia 1999 roku - poprzedziło zamieszanie na rynkach walutowych, które dotknęło kontynent europejski we wczesnych latach minionej dekady, kiedy to napływ spekulacyjnych pieniędzy omal nie doprowadził do załamania obowiązującego poprzednio systemu „stałych, ale korygowanych” kursów wymiennych. Zdaniem Barry'ego Eichengreena, eksperta europejskiej historii gospodarczej na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, do wyboru były wówczas tylko dwie możliwości: powrót do kursów płynnych albo forsowanie unii walutowej. - Stało się wówczas oczywiste, co należy zrobić - mówi.
Po dziesięciu latach euro - które od początku 2009 roku obowiązuje w 16 państwach - okazało się niebywałym sukcesem. Nie tylko nabywcy obligacji wolą je od „zielonych”: nowojorski raper Jay-Z machał banknotami euro w muzycznym wideoklipie.
W 2006 roku wartość znajdujących się w obiegu banknotów euro przewyższyła wartość banknotów dolarowych. Ranga, jaką zyskało euro jako miernik wartości, wyraża się również we wzroście jego udziału w oficjalnych rezerwach walutowych: w 2008 roku wynosił on 27 proc. wobec 18 proc. dziesięć lat temu. W tym samym czasie udział dolara w tych rezerwach zmalał z 71 do 63 proc.
Choć w ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z wahaniami kursowymi, dolar i funt zakończyły rok 2008 jako waluty słabsze. W grudniu kurs euro sięgnął (w ujęciu ważonym obrotami) najwyższego w historii poziomu.
Kryzys gospodarczy niewątpliwie wstrząsnął strefą euro. Integracja finansowa doznała uszczerbku, bo niektóre międzynarodowe grupy finansowe, np. belgijsko-holenderska Fortis, zostały rozdzielone według kryterium narodowego. Jeśli zaś chodzi o poziom ogólniejszy, to Europejski Bank Centralny uskarża się, że w dążeniach do stabilizacji rynków finansowych przeszkadza nam marny przepływ informacji między organami regulacyjnymi i władzami monetarnymi poszczególnych krajów.
Przywódcy polityczni strefy euro spierają się o to, jaka powinna być właściwa reakcja na kryzys, przy czym politycy niemieccy nalegają na zachowanie wstrzemięźliwości w wydatkach z budżetu. Od czasu do czasu rynki finansowe ogarnia niepokój o stan finansów publicznych w którymś z krajów, co przejawia się drastycznym zwiększeniem różnicy między rentownością obligacji Grecji czy Włoch oraz obligacji Niemiec. Starający się wygrzebać jakoś z recesji członkowie strefy euro nie będą mieć możliwości zdewaluowania własnej waluty, co sprawi, że ten proces będzie bardziej bolesny.
Te tendencje mogą utrudnić zarządzanie strefą euro i wywoływać pytania o jej długoterminowe perspektywy. Ale jest również możliwe, że doprowadzą one do jej wzmocnienia. - Od czasów drugiej wojny światowej największe zmiany, największe przyspieszenie tempa integracji gospodarczej następowało w wyniku kryzysów - mówi Carsten Brzeski, ekonomista w banku ING w Brukseli.
Oczywistym efektem umocnienia strefy euro byłoby jej szybsze powiększenie. Od 2001 roku, gdy do pierwszych jedenastu jej członków dołączyła Grecja, przystępowały do niej państwa małe, które łatwo było włączyć do unii walutowej: w 2007 roku była to komunistyczna dawniej Słowenia, na początku 2008 roku - Cypr i Malta, a teraz - Słowacja. Obecnie zresztą kryzys finansowy skłania niektóre, pozostające dotychczas poza strefą euro, większe państwa europejskie do ponownej oceny korzyści, jakie daje członkostwo w unii walutowej.
Wprawdzie Wielka Brytania prawdopodobnie zdecyduje się nadal być poza nią, ale opór Dani w następnych latach zapewne skruszeje, no a Węgry i Polska też nie będą się długo ociągać. - Europejczykom może się nie podobać, jak wewnątrz ustawia się termostat, ale dobrze wiedzą, że gdy jest się na zewnątrz, to temperatura może stać się niebezpieczna - tak w Reykjaviku - mówił prof. Eichengreen.
Kraje kandydujące do strefy euro muszą wypełnić dokładnie tzw. kryteria konwergencji, obejmujące m.in. poziom inflacji, stan finansów publicznych oraz stabilność waluty. - Poza tym panuje powszechne przekonanie, że jeśli wszystkie kraju Unii Europejskiej wejdą do strefy euro, będzie to oznaczać zakończenie niezwykle istotnego etapu na drodze naszej integracji gospodarczej. Z tego punktu widzenia przystąpienie kolejnych krajów do unii walutowej jest zawsze mile widziane - mówi Athanasios Orphanides, gubernator banku centralnego Cypru i członek rady zarządzającej Europejskiego Banku Centralnego.
Architekci polityki europejskiej mają również nadzieję, że wydarzenia kilku ostatnich miesięcy doprowadzą do ustanowienia lepszych przepisów i lepszego nadzoru nad europejskimi bankami. - To daje znacznie większe możliwości dążenia do integracji - uważa Athanasios Orphanides.
Choć bowiem strefa euro uniknęła upadków w stylu banku Lehman Brothers, powszechne uważa się, że obecny, rozdrobniony system regulacji i nadzoru powoduje wystawienie całego tego regionu na duże niebezpieczeństwo. Mimo to należy oczekiwać, że wszelkie posunięcia na rzecz scentralizowania regulacji i nadzoru nad bankami spotkają się z oporem rządów, które pilnują przede wszystkim interesów narodowych.
Fot. Istock
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.