Szybki handel groźny dla giełd
Transakcje wysokiej częstotliwości dokonywane na rynkach to nic więcej jak guma do żucia wypierająca naturalną płynność zapewnianą przez tradycyjnych inwestorów, ostrzegł szef praskiej giełdy.
W gwałtownym ataku na szybko rozwijającą się praktykę transakcji wysokich częstotliwości Petr Koblic, prezes Praskiej Giełdy Papierów Wartościowych, powiedział, że nastąpił dramatyczny spadek płynności lub aktywności transakcyjnej ze strony tradycyjnych graczy, takich jak fundusze emerytalne i mniejsi inwestorzy indywidualni.
W ich miejsce wchodzą dealerzy wysokich częstotliwości, którzy używają zaawansowanych komputerów do kupna i sprzedaży akcji w ułamku sekundy. Mogą być to niezależne firmy, fundusze hedgingowe lub banki inwestycyjne.
Regulatorzy analizują transakcje wysokich częstotliwości, ponieważ pojawiają się pytania, czy taka działalność zapewnia prawdziwą płynność rynkom, szczególnie że częścią strategii wysokich częstotliwości jest składanie, a następnie wycofywanie zleceń.
Dealerzy wysokich częstotliwości argumentują, że zapewniają prawdziwą płynność. Ich stanowisko potwierdzają niektóre badania akademickie i wielu ekspertów branżowych.
Koblic powiedział, że wolumen obrotów na europejskich giełdach spadł w ciągu ostatnich dwóch lat, ponieważ zmniejszyła się aktywność funduszy emerytalnych i inwestorów detalicznych. Dealerzy wysokich częstotliwości są kuszeni przez giełdy i konkurujące z nimi platformy transakcyjne, znane jako MTF-y, które wyrosły po wprowadzeniu w 2007 roku Dyrektywy o Rynkach Instrumentów Finansowych (MiFID).
- Transakcje wysokich częstotliwości nie dostarczają naturalnej płynności. To kawałek gumy do żucia - powiedział Koblic "Financial Times" podczas konferencji giełdowej.
Skrytykował MTF-y, takie jak Chi-X Europe, BATS Europe i Turquoise, za to że oportunistycznie wybierają najbardziej płynne akcje z europejskich rynków narodowych, ponieważ ich użytkownicy, z których wielu to dealerzy wysokich częstotliwości, są zainteresowani tylko najbardziej płynnymi blue chipami.
- Czy tego chcemy na europejskich rynkach kapitałowych? Czy ci automatyczni dealerzy dadzą kapitał spółce średniej wielkości, która chce wejść na giełdę? Zapewne nie.
Praska giełda, kontrolowana przez Wiener Boerse, ma bardzo niewielki odsetek transakcji wysokich częstotliwości, polegając na lokalnych instytucjach kapitałowych.
Koblic powiedział, że europejscy regulatorzy zanadto wsłuchują się w potrzeby dużych chłopców, największych banków inwestycyjnych, którzy handlują wielkimi ilościami akcji poprzez własne sieci, z pominięciem giełd.
Zakwestionował również wzrost wykorzystania algorytmów komputerowych, tak zwanych algos, które są używane przez zarządzających aktywami, fundusze hedgingowe, banki i dealerów wysokich częstotliwości do wykonywania transakcji elektronicznych. - Pytanie brzmi, czy powinniśmy to popierać. Czy jest w porządku, by w ciągu pięciu lat 90 proc. transakcji odbywało się za pomocą algos?
- Nie chcę nas cofnąć do XIX wieku. Ale regulatorzy powinni się skupić na poprawie naturalnej płynności i słuchać głosu normalnych inwestorów - powiedział Koblic.
@RY1@i02/2010/207/i02.2010.207.000.016b.001.jpg@RY2@
Fot. CTK/PAP
Petr Koblic, prezes Praskiej Giełdy Papierów Wartościowych
TŁUM. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Jeremy Grant
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu