USA wygrają wojnę z juanem
Fed ma niewyczerpane zapasy amunicji. Nie ma limitów, poza którymi nie mógłby już drukować dolarów
Waluty zdominowały tegoroczny szczyt MFW. Ujmując rzecz precyzyjniej, dwie waluty: dolar i juan. Pierwsza, ponieważ jest uznawana za zbyt słabą, druga, bo jest postrzegana jako zbyt mało elastyczna. Jednak za tym sporem stoi poważne wyzwanie: jak najlepiej zarządzać globalną korektą gospodarczą.
W przedmowie do nowej światowej prognozy gospodarczej doradca ekonomiczny MFW Olivier Blanchard stwierdza: "Nikt nie obiecywał, że osiągnięcie silnego, zrównoważonego i trwałego globalnego odrodzenia będzie proste".
Pierwsze zadanie polega na przywróceniu równowagi wewnętrznej - powrocie do polegania na popycie prywatnym w krajach uprzemysłowionych i ograniczeniu deficytów, które powstały podczas kryzysu. Drugie to przywrócenie równowagi zewnętrznej - zwiększenie eksportu przez USA oraz popytu wewnętrznego przez państwa rozwijające się, w szczególności Chiny.
Przywracanie równowagi możemy rozważyć w dwóch wymiarach. Po pierwsze niegdysiejsze kraje rozwinięte z wysokim poziomem wydatków i wysokimi deficytami muszą zacząć oszczędzać. Po drugie realne kursy walutowe gospodarek z dynamicznym eksportem czy dużymi możliwościami inwestycyjnymi muszą wzrosnąć, zaś ekspansja popytu wewnętrznego powinna zrównoważyć wynikający z tego spadek eksportu.
Na oba te procesy ma wpływ agresywna polityka monetarna prowadzona przez kraje uprzemysłowione będące emitentami walut rezerwowych, w szczególności USA. Na świecie rozlegają się narzekania, bo rynki windują w górę kursy innych walut wobec dolara, co po części odzwierciedla nierówne oddziaływanie amerykańskiej polityki. W większym jednak stopniu jest to jednak wyrazem upartej niechęci do zaakceptowania koniecznych zmian. Każdy odbiorca kapitału próbuje przerzucić niechcianą korektę gdzie indziej.
Ujmując rzecz najprościej, USA chcą wywołać inflację u reszty świata, natomiast reszta świata próbuje narzucić deflację USA. Ameryka musi wygrać, ponieważ ma niewyczerpane zapasy amunicji. Nie ma limitów, poza którymi Rezerwa Federalna nie mogłaby drukować dolarów. Dyskusji wymagają natomiast warunki kapitulacji drugiej strony: potrzebne zmiany w nominalnych kursach walutowych i polityce wewnętrznej na całym świecie.
Amerykańscy decydenci zrobią wszystko, by uniknąć deflacji. Fed będzie działał tak długo, aż inflacja w USA osiągnie satysfakcjonujący poziom. Co te wysiłki oznaczają dla reszty świata, nie jest jego zmartwieniem. Globalne konsekwencje ekonomiczne są łatwe do przewidzenia; ta polityka podniesie ceny aktywów długoterminowych i zachęci kapitał do napływania do krajów z mniej ekspansjonistyczną polityką monetarną (takich jak Szwajcaria) albo przynoszących wyższe zwroty (takich jak rynki wschodzące).
Adresaci napływu kapitału stoją w obliczu niewygodnego wyboru - jeżeli pozwolą na aprecjację kursu, stracą zewnętrzną konkurencyjność, jeżeli zainterweniują na rynkach walutowych, zakumulują niechcianego dolara, zagrażając wewnętrznej stabilności monetarnej, a zewnętrzna konkurencyjność i tak ucierpi. Można również ograniczyć przepływy kapitałowe poprzez podatki i kontrolę. Historycznie rządy wybierały kombinację wszystkich trzech rozwiązań. Tak będzie i tym razem.
Oczywiście można sobie wyobrazić odwrotny scenariusz. Chiny sprzeciwiają się wielkiemu amerykańskiemu deficytowi fiskalnemu i niekonwencjonalnym metodom w polityce monetarnej. Pekin jest zdeterminowany, by zbić inflację u siebie i ograniczyć skalę aprecjacji swojej waluty. Konsekwencje takiej polityki są jasne: korekta kursu walutowego w ujęciu realnym powinna się objawić poprzez spadek cen na rynku amerykańskim. Chiny chcą narzucić korektę deflacyjną USA, tak jak Niemcy zrobiły to z Grecją. Ale to się nie uda, a gdyby nawet, nie byłoby to w interesie samych Chin. Jako wierzyciel zanotowałyby wzrost realnej wartości swoich roszczeń wobec USA, ale amerykańska deflacja groziłaby globalnym krachem.
Blanchard ma rację: korekta, która nas czeka, będzie bardzo trudna. A jeszcze się na dobre nie zaczęła. Zamiast współpracy przy dostosowywaniu kursów walutowych i salda zewnętrznego USA próbują narzucić swoją wolę przy pomocy prasy. USA w ten lub inny sposób wygrają tę wojnę; albo wywołają inflację na świecie, albo wymuszą wzrost kursów nominalnych wobec dolara. Niestety konsekwencją tego będzie chaos. Mniej chronione gospodarki (takie jak Brazylia czy RPA) zostaną zmuszone do korekty, podczas gdy inne, chronione przez kontrolę walutową (Chiny), będą w stanie przeprowadzić proces dostosowawczy skuteczniej.
Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby poszukali kompromisowego wyjścia. Być może liderzy grupy 20 będą nawet w stanie użyć procesu wzajemnej oceny, by to osiągnąć. Ich listopadowy szczyt w Seulu daje ku temu stosowność. Co do potrzeby nikt nie zgłasza wątpliwości, gorzej jest z wolą. W najgorszym momencie kryzysu liderzy trzymali się razem. Teraz Fed chce działać w pojedynkę.
@RY1@i02/2010/202/i02.2010.202.186.016a.001.jpg@RY2@
Fot. Bloomberg
Martin Wolf: Efektami zwycięstwa dolara będą wzrost inflacji oraz finansowy chaos
TŁUM. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
MARTIN WOLF
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu