Narasta strach przed euro
Euro, fundament Unii Europejskiej, przestało być atrakcyjne dla nowych państw Wspólnoty. Nie spieszy się do niego żadnemu z państw Europy Środkowej, wynika z opublikowanego wczoraj sondażu Komisji Europejskiej.
Powodem tak radykalnej zmiany nastawienia są problemy południa Europy, które dowiodły, że euro nie jest lekiem na gospodarczą słabość. Zniechęcenie potęgowało także postępowanie Berlina, który na początku nie chciał łożyć na ratowanie Grecji oraz Hiszpanii, które popadły w największe tarapaty.
Przyjęcia waluty UE chce zaledwie 31 proc. mieszkańców Łotwy, tylko 39 proc. Czechów i 43 proc. Litwinów. Nawet w Estonii, która z początkiem przyszłego roku porzuci koronę na rzecz euro, poparcie dla unijnej waluty wynosi zaledwie 37 proc. Tylko 45 proc. Polaków byłoby zadowolonych z zamiany złotego na wspólny pieniądz UE. Barierę 50 proc. pokonały jedynie dwa państwa bałkańskie - Rumunia i Bułgaria.
W przypadku Polski największe obawy budzi ewentualny wzrost cen po przyjęciu euro. O tym, że taka będzie bezpośrednia konsekwencja wejścia do unii walutowej, przekonanych jest aż 77 proc. z nas. - Po przyjęciu euro w Słowenii ceny miały tendencję do zbliżania się do poziomu sąsiednich Niemiec - przyznaje w rozmowie z "DGP" główny ekonomista brukselskiego Instytutu Bruegla Nicolas Veron.
Jednak ekonomiści starają się przekonać, że wejście do Eurolandu jest korzystne. Prof. Stanisław Gomułka wyliczył, że gdyby Polska już była w unii walutowej, w 2020 roku każdy z nas miałby roczny dochód większy o 4 tys. zł.
pc
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu