Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Władze stanowe chcą mieć podległe sobie banki

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Władze stanowe w USA same szukają sposobu wyjścia z kryzysu. Coraz bardziej popularnym pomysłem jest powoływanie banków kontrolowanych w 100 proc. przez lokalną administrację.

Politycy wierzą, że takie instytucje finansowe ułatwią dostęp do kredytów. - Jest mnóstwo przedsiębiorstw w stanie Michigan, które przygotowane są do rozwoju i do zatrudniania nowych ludzi, ale nie mogą dostać kredytów - przekonuje demokrata z tego stanu Hansen Clarke. - Proponowany stanowy bank zapewniłby naszym małym firmom dostęp do kapitału, którego potrzebują do stworzenia miejsc pracy - dodaje Clarke.

Michigan jak mało który stan dotknięty został kryzysem gospodarczym. To właśnie on jest centrum upadającego amerykańskiego przemysłu samochodowego. Do dziś stopa bezrobocia utrzymuje się tam na poziomie 14,1 proc., czyli jest wyższa niż w Polsce (12,9 proc.).

Pomysł na powołanie tego typu banków podchwycili politycy z diametralnie różniących się od siebie stanów. Są wśród nich rolnicze Ohio, Oregon, Wirginia, Vermont i Waszyngton, jak również gospodarczo rozwinięte Floryda czy Massachusetts. W tym ostatnim przypadku powołanie banku kontrolowanego przez lokalne władze jest niemal pewne. Rozwiązanie popiera przewodnicząca stanowej izby senackiej Therese Murray.

Często argumenty za powołaniem banku kontrolowanego przez władze są populistyczne. - Nadszedł czas, by ogłosić ekonomiczną niezależność od międzynarodowych banków, które są w znacznej mierze odpowiedzialne za obecny kryzys ekonomiczny - przekonuje gubernator stanu Oregon Bill Bradbury. Politycy tacy jak Bradbury przekonują, że tylko w ten sposób można zapobiec pazerności i dążeniu do szybkich zysków z ryzykownych inwestycji.

Tymczasem w stolicy Dakoty Północnej już od 91 lat z powodzeniem działa kontrolowany w 100 procentach przez władze stanowe Bank of North Dakota (BND). Instytucja nie ucierpiała wskutek kryzysu finansowego, ponieważ nie angażowała się w udzielanie pożyczek typu subprime czy też operacje na rynkach instrumentów pochodnych.

Bank of North Dakota nie tylko z tych powodów wzbudza zaufanie. Na czele zarządu stoi gubernator, a pracy bankowców przygląda się stanowy prokurator.

Co więcej, przez ostatnie 13 lat BNP wydał na projekty publiczne 350 milionów dolarów, co odciążyło budżet stanowy, a tym samym pomogło utrzymać podatki na niskim poziomie.

Krytycy banków kontrolowanych przez władze stanowe przekonują, że ich powoływanie będzie miało bolesne skutki uboczne. Vanessa Rossi z Chatham House przekonuje w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną", że staną się one gwoździem do trumny dla małych, lokalnych banków. - Pojawienie się kolejnego konkurenta oferującego tanie kredyty może tym bardziej utrudnić życie mniejszym bankom, które i bez tego są często w podbramkowej sytuacji - podsumowuje w rozmowie z nami Vanessa Rossi.

Waszyngton znalazł się w czołówce państw dążących do nałożenia na instytucje finansowe restrykcyjnych ograniczeń.

Sekretarz skarbu Tim Geithner stara się przeforsować amerykańskie pomysły na forum Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jak pisze "Financial Times", jeśli nowy system faktycznie powstanie, "zdeterminuje bezpieczeństwo i zyskowność banków na dekady".

Amerykanie, wspierani przez Brytyjczyków i Szwajcarów, zamierzają zmusić banki do znacznego zwiększenia poziomu rezerw obowiązkowych i ograniczyć możliwość korzystania z ryzykownych instrumentów finansowych.

Nie wyklucza się także wprowadzenia specjalnego podatku od banków inwestycyjnych. Środki z niego miałyby służyć w przyszłości do ratowania instytucji finansowych, które popadną w kłopoty.

Waszyngton chce uniknąć powtórki z 2008 r., gdy setki miliardów dolarów pochodzących z pieniędzy podatników poszły na ratowanie prywatnych banków. Na domiar złego część bailoutu została później wykorzystana na premie dla menedżerów.

Ofensywa Stanów Zjednoczonych w celu stworzenia ogólnoświatowych regulacji bankowych trwa równolegle z kampanią wewnątrzpaństwową. Wczoraj w Senacie miało dojść do głosowania nad pakietem zwiększającym zakres regulacji sektora bankowego. Licząca 1340 stron, forsowana przez Demokratów ustawa jest opisywana jako największa reforma tej branży od czasu Wielkiego Kryzysu.

mwp, reuters, ft

Piotr Włoczyk

piotr.wloczyk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.