Zaszantażowali Angelę Merkel, by zgodziła się na pomoc dla Grecji
Choć plan ratunkowy dla Grecji istnieje na razie tylko w teorii, od początku tygodnia wywołuje w Europie gorące spory.
Holenderski dziennik ekonomiczny "NRC Handelsblatt" ujawnił na przykład, że prawdziwymi autorami przyrzeczenia Grekom 30 mld euro nisko oprocentowanego kredytu byli prezydent Francji Nicolas Sarkozy, premier Włoch Sylvio Berlusconi i szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet. To oni mieli wręcz zaszantażować kanclerz Angelę Merkel (która chciała udzielić pożyczki na rynkowych warunkach), że przedstawią swoją propozycję bez oglądania się na Niemców. Berlin w końcu zgodził się na francusko-włoski pomysł.
Niemcy (którzy wyłożą na grecki kredyt najwięcej, bo aż 8,4 mld euro) obawiają się, że obietnica bailoutu dla Aten będzie precedensem, który ostatecznie rozmontuje dyscyplinę budżetową w obszarze wspólnej waluty. W "DGP" przedstawiamy analizę jednego z czołowych niemieckich ekonomistów, która oddaje obawy o przyszłość strefy euro, które podziela coraz większa część politycznych i biznesowych elit największej gospodarki Europy.
Rafał Woś
Przyjęty w niedzielę plan ratunkowy dla Aten jest fatalnym rozwiązaniem. Oznacza, że greckie problemy zostaną zamiecione pod dywan. W dłuższej perspektywie zapłaci za to cała Europa.
Sprawdziły się obawy, które jedenaście lat temu skłoniły mnie i innych sygnatariuszy listu otwartego do niemieckiego rządu do sformułowania głośnego apelu, by odsunąć w czasie przyjęcie krajów takich jak Grecja do strefy euro. Ostrzegaliśmy wówczas, że wielu członków Unii (zwłaszcza tych z południa Europy, którzy już wówczas mieli olbrzymie problemy z dyscypliną budżetową) nie zrozumiało w pełni, jakie konsekwencje niesie za sobą członkostwo w obszarze wspólnej waluty.
Oddanie kontroli nad polityką monetarną doprowadziło do tego, że rząd mógł tylko biernie przyglądać się, jak w Grecji przez 10 lat rosły ceny i płace, co z kolei nieuchronnie spowodowało spadek konkurencyjności tamtejszej gospodarki. Jednocześnie greckie władze świadomie korzystały z tego, że rynki były gotowe pożyczać im pieniądze na dużo korzystniejszych warunkach niż przed wstąpieniem do strefy euro. Na domiar złego ten tani kapitał został źle zainwestowany. Nie podjęto nawet próby konsolidacji budżetu, lecz kupowano za niego spokój społeczny, a wręcz pożyczano coraz więcej. Dziś wszyscy płacimy za tamten brak odpowiedzialności. A to, że kraje strefy euro są gotowe wyciągać Greków z kłopotów, oznacza, że nonszalancja się opłaciła.
Najnowszy pakiet ratunkowy oznacza w praktyce obejście klauzuli zakazującej wykupywania długów jednego z krajów członkowskich, którą zapisano w traktacie z Maastricht. W pierwszej chwili na pewno przyniesie on odprężenie. Obawiam się jednak, że zapał do reform będzie w Grecji stopniowo gasł pod wpływem niezadowolenia społecznego. Zostaniemy więc bez zadowalających efektów kuracji greckiego pacjenta, a za to z długą kolejką chętnych do przyjęcia podobnej solidarnościowej pomocy UE. Portugalia, Hiszpania mają przecież podobne budżetowe i strukturalne problemy co Grecja.
Nie pozwala to myśleć o przyszłości strefy euro ze zbytnim optymizmem. Na razie nie wchodzą w grę bardziej dramatyczne posunięcia, jak wykluczanie najbardziej krnąbrnych członków czy dobrowolne wystąpienie najbogatszych. W najbliższych 5 - 10 latach z przyczyn politycznych unijni decydenci będą się raczej starali za wszelką ceną zachować jedność obszaru wspólnej waluty. Oznacza to, że kolejne kraje będą ratowane za pieniądze Niemców czy Francuzów. Na razie Europę na to stać. Negatywne konsekwencje wkrótce jednak nadejdą. Kraje z problemami będą ciągnęły Unię w dół: obniżały jej konkurencyjność w globalnym wyścigu oraz zaufanie rynków do wspólnej waluty. Równocześnie niezadowolenie z takiego modelu integracji europejskiej będzie rosło. I za 10 - 15 lat może zaowocować zmianą nastawienia takich krajów jak Niemcy i Francja do forsowanego obecnie pomysłu na Europę.
@RY1@i02/2010/072/i02.2010.072.000.015a.001.jpg@RY2@
Fot. Mat. prasowe
Wim Koesters
Wim Koesters
Uniwersytet w Bochum
Autor bada unijną politykę monetarną na uniwersytecie w Bochum
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu