Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Rok 2010: idą ciężkie czasy dla bogatego Zachodu

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Co rok 2010 przyniesie światowej gospodarce? Noworoczne prognozy renomowanych ośrodków analitycznych, noblistów i największych dzienników finansowych świata wieszczą zdecydowanie pesymistyczny obraz nadchodzącego roku. Mają one upłynąć w strachu przed nawrotem globalnej recesji.

W najbliższych tygodniach czeka nas zalew paplaniny na temat pierwszych oznak wychodzenia z kryzysu. Nie dajmy się jednak oszukać - pisze w swoim pierwszym noworocznym komentarzu na łamach New York Timesa noblista i ekonomista Paul Krugman.

Słowa jednego z najbardziej wpływowych ekonomistów świata brzmią jak wyrok. - W czasie ostatniej dekady amerykańska gospodarka rosła i to z powodu boomu mieszkaniowego i szału konsumpcji, jaki ogarnął naszych obywateli. Ani jedno, ani drugie szybko jednak nie wróci: dostrzegalne wokół pustostany i porzucone place budowy to dowód na pęknięcie bańki mieszkaniowej, a konsumenci są dziś o 11 bln dol. biedniejsi niż przed kryzysem - dowodzi ekonomista. I apeluje, by prezydent Barack Obama i szef Rezerwy Federalnej Ben Bernanke nie uwierzyli zbyt szybko w koniec amerykańskiego kryzysu, bo mogą się na tym boleśnie sparzyć.

W minorowych nastrojach w nowy rok wchodzą też menedżerowie największych globalnych korporacji - wynika z ankiety przeprowadzonej przez Financial Times. Według londyńskiego dziennika 2010 rok będzie czasem anemicznego wzrostu gospodarczego, co nie wróży dobrze prywatnemu biznesowi. - Wiemy, że globalny popyt praktycznie nie wzrośnie, przez co nasze wyniki mogą być jeszcze słabsze niż rok temu - mówią jednym chórem przedstawiciele działających globalnie firm z branży samochodowej, maszynowej czy konsultingowej. - Skromność. To będzie dla większości z nas tegoroczny znak firmowy - mówi FT szef Ryanaira Michael OLeary.

Zdaniem prestiżowego tygodnika The Economist w 2010 roku będą dobre gospodarcze wieści. Tyle że dochodzić mają wyłącznie z innych kontynentów niż Europa i Ameryka Północna. - Bogaty Zachód czeka ciężki rok. Rządy będą miały ogromne problemy ze znalezieniem oszczędności na obsługę rosnącego zadłużenia. Politycy staną wobec konieczności przykręcenia kurka z publicznymi pieniędzmi, który w czasie kryzysu uratował ich system gospodarczy. I to w warunkach rosnącego bezrobocia - przewiduje Economist. Rządzącym przyjdzie zapłacić za to wysoką cenę: w 2010 roku wybory przegra z kretesem np. laburzystowski premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown, skończy się też miesiąc miodowy Baracka Obamy, a jego Demokraci po listopadowych wyborach stracą większość w Izbie Reprezentantów.

Według Economista na znaczeniu zyskają za to kraje rozwijające się: w 2010 roku Indie po raz pierwszy będą produkować więcej dóbr przemysłowych niż rolniczych, Chiny staną się drugą gospodarką świata, wyprzedzając Japonię, RPA pokażą się światu jako gospodarz piłkarskiego mundialu, a Katar jako jedyny kraj globu zaliczy dwucyfrowy wzrost PKB.

Przełomowy rok czeka też największą europejską gospodarkę Niemcy - przewiduje hamburski tygodnik Der Spiegel. Wszystko dlatego, że kryzys boleśnie obnażył słabe punkty reńskiego modelu kapitalizmu opartego na oszczędnej konsumpcji i eksporcie wysokiej jakości towarów, który przez dzisięciolecia zapewniał dobrobyt naszym zachodnim sąsiadom. Niemieckie firmy staną za to wobec dylematu: przegrać wyścig o globalną konkurencyjność, zachowując drogie miejsca pracy w kraju, albo przenieść produkcję za granicę i pożegnać się z marzeniem o niemieckim państwie socjalnym. - Albo szybko zaczniemy produkować coś nowego, czego nie ma nikt inny na świecie, albo koniec z naszym modelem dobrobytu - przewiduje Spiegel.

Europa ma problem. Aby odzyskać gospodarczy impet, trzeba dysponować dwoma zasobami: wiedzą i elastycznością. Większość krajów starej UE dysponuje tym pierwszym, większość nowych tym drugim.

Aby uruchomić siły drzemiące w europejskiej gospodarce, trzeba zjednoczyć wysiłki, dokończyć liberalizację wspólnego rynku, zlikwidować bariery wewnątrz UE i wprowadzić jeszcze więcej konkurencji - radzi na swoim blogu główny ekonomista Centre for European Reform Simon Tilford.

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.