Na sztandarach wolny rynek, na co dzień protekcjonizm
Świat rozmawia o swobodzie przepływu towarów, a coraz częściej kraje wprowadzają instrumenty mające chronić ich interesy
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jeszcze w tym roku Unia Europejska i Stany Zjednoczone podpiszą Transatlantyckie Porozumienie o Wolnym Handlu i Inwestycjach (TTIP) umożliwiające liberalizację handlu między USA i UE. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, jak ważna jest to umowa. USA oraz UE odpowiadają przecież za około 40 proc. światowego produktu brutto i jedną trzecią światowego handlu, a dwustronna wymiana między obydwoma podmiotami sięgnęła w 2012 r. 646 mld dol. - więcej niż między USA i Chinami.
Mimo to, a może właśnie dlatego, sporo jest przeciwników TTIP. Twórcy porozumienia za swój cel wzięli nie tylko likwidację wciąż pozostających taryf, ale też usunięcie pozostałych przeszkód dla wolnego handlu, takich jak zróżnicowane opłaty celne oraz różnice w wymaganiach regulacyjnych. Każda strona ma jednak swoje własne interesy, których stara się bronić. Dla Europejczyków są to rolnictwo i sprawa genetycznie modyfikowanej żywności (GMO).
TTIP to niejedyny z ważnych i kontrowersyjnych dokumentów. Robert Reich, profesor polityki społecznej na Uniwersytecie w Berkeley, były sekretarz pracy w administracji Billa Clintona, na swoim blogu podnosi kwestię siostrzanej dla TTIP umowy Partnerstwa Transpacyficznego - TPP. Według niego, to będzie największa umowa handlowa w historii - rozciągająca się na kraje od Chile po Japonię, obejmująca 792 mln ludzi i 40 proc. światowego handlu.
Reich wskazuje na zagrożenia, bo według niego nie chodzi już o wybór między wolnym handlem i protekcjonizmem. - Wielkie korporacje i Wall Street chcą więcej ochrony, gdy mowa o własności intelektualnej i innych aktywach. Dlatego zależy im na takich zasadach handlu międzynarodowego, które chronią i przedłużają ochronę ich patentów, znaków handlowych i praw autorskich za granicą, zabezpieczają zagraniczne umowy franszyzowe, gwarancje i pożyczki. Chcą jednak mniej ochrony dla konsumentów, pracowników, małych inwestorów i środowiska naturalnego, bo to stałoby na drodze ich zyskom. Dlatego zależy im na takich zasadach handlu międzynarodowego, które pozwoliłyby uchylić te zabezpieczenia - uważa profesor. Przekonuje, że najwyższy czas zmienić myślenie o polityce handlowej jako wyborze między dwiema opcjami: wolnym handlem i protekcjonizmem. W praktyce wolny handel oznacza wciąż otwarcie granic na towary produkowane gdzie indziej, a protekcjonizm - stawianie zapór: ceł i kwot importowych.
Nie ma roku, by w relacjach handlowych między krajami nie wybuchł jakiś konflikt. Protekcjonizm jest też tropiony w Unii Europejskiej. W zeszłym roku Komisja Europejska wzięła się np. za Francję i zaczęła sprawdzać, czy kraj ten nie posunął się do zakazanego protekcjonizmu, przyjmując dekret o ochronie strategicznych przedsiębiorstw przed zagranicznymi inwestorami. W maju zeszłego roku francuski socjalistyczny rząd rozszerzył mechanizmy ochrony swych firm przed przejęciem przez zagranicznych inwestorów, gdy okazało się, że General Electric może przejąć energetyczną część koncernu Alstom.
Francuski dekret dotyczy spółek z sektorów energii, transportu, gospodarki wodnej, zdrowia i usług telekomunikacyjnych. Zgodnie z nim zagraniczny inwestor, tak europejski, jak i spoza naszego kontynentu, w określonych przypadkach musi przedstawić francuskiemu ministrowi gospodarki do zatwierdzenia swoje zamierzenia wobec francuskiej spółki dotyczące m.in. utrzymania infrastruktury i zachowania ciągłości działalności w dziedzinach krytycznych z punktu widzenia interesu narodowego. - Ochrona podstawowych interesów strategicznych w poszczególnych państwach członkowskich jest niezbędna, jeśli chodzi o bezpieczeństwo i porządek publiczny; wyraźnie mówi o tym traktat UE. Ale musimy sprawdzić, czy środki do realizacji tego celu są stosowane proporcjonalnie; gdyby tak nie było, byłoby to równoznaczne z protekcjonizmem - ocenił wtedy komisarz ds. rynku wewnętrznego Michel Barnier.
Ale protekcjonizm ma szerszy zasięg. W wydanym dwa lata temu raporcie nt. walki z protekcjonizmem Komisja skoncentrowała się na wybranych, kluczowych partnerach handlowych, czyli Chinach, Indiach, Japonii, Rosji oraz USA. Jednak w komunikacie KE podkreśliła, że protekcjonizm rośnie też w Argentynie i Brazylii, bo nie nastąpiła w tych krajach żadna poprawa w kwestii ograniczenia przywozu i wywozu towarów, procedur udzielania zamówień publicznych, usług reasekuracji oraz transportu morskiego. Nowy system podatkowy w Brazylii coraz bardziej sprzyja krajowym producentom, a wymierzony jest przeciwko interesowi przedsiębiorstw europejskich. Ponadto zbliża się perspektywa zwiększenia stawek celnych na 100 grup wyrobów w Brazylii, do maksymalnego limitu dopuszczalnego przez WTO, co zagraża międzynarodowym relacjom handlowym.
Cezary Pytlos
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu