Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

W inwestycyjnej czołówce... regionu

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Aktywa polskich gospodarstw domowych pierwszy raz w historii wynoszą 100 proc. PKB, ale na giełdzie ulokowaliśmy mniej niż 3 proc. tego co mamy

Do 1,86 bln zł urosły w minionym roku zasoby finansowe Polaków - wynika z danych Narodowego Banku Polskiego. Obejmują one zarówno gotówkę i aktywa, które łatwo spieniężyć (depozyty, fundusze inwestycyjne czy akcje notowane na giełdzie), jak i takie, których zamiana na gotówkę jest trudna lub w krótkim czasie wręcz niemożliwa (fundusze emerytalne oraz środki przeniesione trzy lata temu z OFE do ZUS, należności z tytułu ubezpieczeń czy akcje i udziały w spółkach niepublicznych, w tym działających na niewielką skalę spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością).

W 2016 r. wartość tych wszystkich zasobów zwiększyła się o ponad 140 mld zł. Ostatnio z takim szybkim przyrostem mieliśmy do czynienia w pierwszej połowie 2014 r.

Ubiegłoroczny przyrost sprawił, że pierwszy raz w historii to, co zgromadziliśmy stanowiło równowartość rocznego produktu krajowego brutto. Jeszcze w połowie 2013 r. było to mniej niż 90 proc. PKB. Poziom 80 proc. pierwszy raz został przekroczony w 2010 r.

Mamy mało akcji

Ale chociaż nasz stan posiadania rośnie, to cały czas tylko niewielką część przeznaczamy na akcje. Wartość walorów spółek giełdowych znajdujących się w posiadaniu gospodarstw domowych wynosiła w końcu ubiegłego roku 2,4 proc. PKB. Odsetek był taki sam jak... w końcówce 2005 r. Później mieliśmy znaczący wzrost - który trwał do połowy 2007 r., czyli do momentu, w którym na giełdach dały się odczuć pierwsze akordy kryzysu finansowego. Gdy kryzys wszedł w ostrą fazę, na początku 2009 r., udział akcji w portfelach Polaków stopniał do 2 proc. PKB. Dwa lata później uległ co prawda niemal podwojeniu, ale flauta, która nastała na parkiecie spowodowała, że na początku minionego roku walory giełdowych firm należące do inwestorów indywidualnych z powrotem stanowiły ok. 2 proc. PKB. Pewną poprawę mieliśmy dopiero w kolejnych miesiącach, co w dużej mierze było efektem wyższych cen akcji.

Czy oznacza to, że Polacy są tak niechętnie nastawieni do giełdy? Niekoniecznie. Jesteśmy po prostu częścią Europy Środkowowschodniej. Jak wynika z danych Eurostatu, w krajach, które weszły do Unii Europejskiej począwszy od 2004 r., inwestycje giełdowe jako procent PKB są wyraźnie mniejsze niż w "starej Unii" (z niewielkimi wyjątkami, jak Portugalia czy Grecja). Decydujące znaczenie mają tu względy historyczne. Kraje zachodnie nie mają za sobą zaborów, w mniejszym stopniu odczuły wielkie konflikty zbrojne XX w., nie przeżyły komunizmu, a hiperinflacja dotknęła tylko niektóre, w dodatku niemal sto lat temu. U nas dla pokolenia dzisiejszych emerytów jest to wciąż żywe wspomnienie, które zniechęca do odkładania pieniędzy w ogóle. Giełda nigdy nie była pierwszym wyborem dla tych, którzy chcą pomnażać swoje pieniądze. Znacznie częściej wybieramy bezpieczniejszy sposób lokowania pieniędzy.

Ryzyko i stabilność

O skłonności do ograniczania ryzyka, która jest wspólna dla całego naszego regionu, świadczy to, że w ostatnich latach spadał udział inwestycji dokonanych bezpośrednio na giełdzie w ogólnej wartości aktywów finansowych. W Polsce ta tendencja i tak była dość słaba. W końcu 2012 r. akcje giełdowe stanowiły 2,7 proc. zasobów finansowych gospodarstw domowych. Cztery lata później było to już tylko 2,3 proc. W Rumunii był spadek z 3,3 do 1,7 proc., a w Chorwacji - z 3,9 do 2,8 proc. Wśród krajów postkomunistycznych o wzroście można mówić tylko w Estonii i na Słowacji.

Największy udział bezpośrednich inwestycji w akcje mają kraje skandynawskie. Jak wynika z danych Eurostatu, Szwedzi mają ulokowaną na giełdzie równowartość niemal 20 proc. PKB. W Danii i Finlandii jest to niemal 17 proc. Przy tym w ostatnich latach zanotowano tam duże wzrosty tego wskaźnika. Po części jest to związane z koniunkturą na lokalnych rynkach. Główny indeks giełdy w Sztokholmie zyskał w ostatnich pięciu latach niemal 80 proc. Dwa razy więcej niż nasz WIG20 (z uwzględnieniem dywidend). Ale są i inne powody.

- Korzystna dla postrzegania rynku kapitałowego jest tam stabilność instytucji, a także wysoki poziom edukacji finansowej i wiedzy dotyczącej konieczności długoterminowego oszczędzania - wskazuje Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, który w przeszłości pracował na tym stanowisku w spółce-córce szwedzkiego banku Nordea.

Naszej pozycji raczej nie poprawia zbiorowe inwestowanie na giełdzie. W funduszach inwestycyjnych (które lokują środki również w instrumenty dłużne, bądź też kupują aktywa za granicą) mamy jako gospodarstwa domowe 6,3 proc. PKB. Belgowie posiadają fundusze odpowiadające ponad 40 proc. ich PKB, Włosi - niemal 30 proc., a Szwedzi - ponad 24 proc. Wśród krajów naszego regionu przegrywamy z Czechami (8 proc.) i Słowacją (6,5 proc. według stanu na koniec 2016 r.).

- Inwestowanie w instrumenty finansowe cieszy się bardzo niewielkim zaufaniem wśród Polaków. Dla instytucji finansowych to jest praca na lata, żeby ten wizerunek poprawić - ocenia Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego. Zaufanie zostało nadszarpnięte w czasie kryzysu finansowego. - Na dobrym rynku łatwo sprzedać produkt, który zarabia 5 proc. miesięcznie. Ale jeśli klient traci 15 proc. w miesiąc, to później bardzo trudno go odzyskać - mówi Daniel Szewieczek, dyrektor odpowiedzialny za oszczędności i inwestycje w ING Banku Śląskim.

Zaangażowanie Polaków w rynek kapitałowy podnoszą jeszcze otwarte fundusze emerytalne, które ulokowały na giełdzie niemal 140 mld zł. Dziś niewiadomą jest jeszcze, jak ta kwota będzie ewoluować po rozważanych zmianach w systemie emerytalnym. Z czasem zwiększą się nasze możliwości zarządzania tymi pieniędzmi (przez przenoszenie się od jednej firmy do drugiej). Ale też nowe fundusze będą inwestowały w akcje mniejszą część środków niż obecnie. Do tego dochodzi jeszcze jeden element - ciągle nie wiadomo, ile pieniędzy zostanie w funduszach, a ile trafi do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Na korzyść dla naszego rynku akcji i zaangażowania na nim pieniędzy gospodarstw domowych powinno natomiast zadziałać planowane przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego zdynamizowanie trzeciego filaru emerytalnego.

@RY1@i02/2017/106/i02.2017.106.214000100.801(c).jpg@RY2@

POD WZGLĘDEM ZASOBNOŚCI PORTFELI NAJDALEJ NAM DO SKANDYNAWÓW

Jan Dajek

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.