Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Małgorzata Raczkowska

Artykuły autora

30 czerwca 2018

Kiedy w sanatorium źle się dzieje

Pan Władysław z Płocka na wyjazd do sanatorium czekał prawie dwa lata. Wreszcie się udało. - Zamieszkałem w pokoju dwuosobowym na niskim parterze, prawie w piwnicy. Pokoik był wprawdzie ciasny i nieco obskurny, ale nie przeszkadzało mi to. Zdenerwowałem się, kiedy zobaczyłem, że stojące w holu obok recepcji stolik i dwie sofy, które powinny być do dyspozycji kuracjuszy, zajmuje pani handlująca odzieżą. Zapytałem przechodzącą pracownicę sanatorium, gdzie mogą usiąść pacjenci, i usłyszałem, że na schodach - pisze pan Władysław. Następnego wieczoru na sofie nie siedziała już wprawdzie handlarka, ale jej miejsce zajął brudny, kompletnie przemoczony pies. Nikogo z obsługi to nie dziwiło, a kuracjusze dowiedzieli się, że personel może reagować, jeśli komuś się coś dzieje i potrzebuje pomocy, a nie w sprawie psa. Kolejnego dnia ten sam bezdomny pies biegał już między pacjentami w jadalni. - Poszedłem więc do kelnerek, zajrzałem do kuchni, gdzie kucharka paliła papierosa! - pisze pan Władysław. W odpowiedzi na kolejną interwencję u kierownika ten stwierdził, że nic się przecież nie stało i że nasz czytelnik jest utrapieniem dla personelu. - Gdzie mam się poskarżyć na obsługę sanatorium? - pyta rozżalony pan Władysław. Nie ma najmniejszych zastrzeżeń do strony medycznej, jednak niedbałość pracowników, brak szacunku dla pacjentów, nieliczenie się z ich potrzebami psuły efekty zdrowotne pobytu.
Małgorzata Raczkowska
30 czerwca 2018

29 czerwca 2018