Za instalację urządzeń c.o. zapłaci gminaPan Franciszek ma 78 lat, niewielką emeryturę i zajmuje ogrzewane piecem małe 25-metrowe mieszkanie komunalne. - Przez ostatnich 10 lat przywoziłem sobie wózkiem z oddalonego o 2 km lasu gałęzie i tym sposobem ogrzewałem moje lokum. Niestety, wiek sprawił, że chory kręgosłup nie pozwala mi już na takie wysiłki. Dlatego w tym roku musiałem zakończyć moje wędrówki po opał. Wtedy zaczęły się kłopoty - pisze zgnębiony czytelnik.Małgorzata Raczkowska•30 czerwca 2018
Książeczka mieszkaniowa na remontPodczas likwidacji mieszkania po rodzicach pan Arkadiusz znalazł książeczkę mieszkaniową wystawioną na własne nazwisko. Przypomniał sobie, że w 1985 r. rodzice wpłacili na nią sporą kwotę, jednak czasy się zmieniły i o książeczce zapomnieli. Nasz czytelnik wie, że mógłby zyskać premię gwarancyjną, kupując mieszkanie, ale już je kupił. - Czy jest inny sposób na uwolnienie zamrożonej gotówki? - pyta.Małgorzata Raczkowska•30 czerwca 2018
Kiedy w sanatorium źle się dziejePan Władysław z Płocka na wyjazd do sanatorium czekał prawie dwa lata. Wreszcie się udało. - Zamieszkałem w pokoju dwuosobowym na niskim parterze, prawie w piwnicy. Pokoik był wprawdzie ciasny i nieco obskurny, ale nie przeszkadzało mi to. Zdenerwowałem się, kiedy zobaczyłem, że stojące w holu obok recepcji stolik i dwie sofy, które powinny być do dyspozycji kuracjuszy, zajmuje pani handlująca odzieżą. Zapytałem przechodzącą pracownicę sanatorium, gdzie mogą usiąść pacjenci, i usłyszałem, że na schodach - pisze pan Władysław. Następnego wieczoru na sofie nie siedziała już wprawdzie handlarka, ale jej miejsce zajął brudny, kompletnie przemoczony pies. Nikogo z obsługi to nie dziwiło, a kuracjusze dowiedzieli się, że personel może reagować, jeśli komuś się coś dzieje i potrzebuje pomocy, a nie w sprawie psa. Kolejnego dnia ten sam bezdomny pies biegał już między pacjentami w jadalni. - Poszedłem więc do kelnerek, zajrzałem do kuchni, gdzie kucharka paliła papierosa! - pisze pan Władysław. W odpowiedzi na kolejną interwencję u kierownika ten stwierdził, że nic się przecież nie stało i że nasz czytelnik jest utrapieniem dla personelu. - Gdzie mam się poskarżyć na obsługę sanatorium? - pyta rozżalony pan Władysław. Nie ma najmniejszych zastrzeżeń do strony medycznej, jednak niedbałość pracowników, brak szacunku dla pacjentów, nieliczenie się z ich potrzebami psuły efekty zdrowotne pobytu.Małgorzata Raczkowska•30 czerwca 2018
Znieczulenie stosowane przy porodzie jest bezpłatneDziecko pani Moniki lada moment przyjdzie na świat. Kobieta wie, że ma niewielką odporność na ból, dlatego chciałaby urodzić ze znieczuleniem zewnątrzoponowym. Dowiedziała się od lekarza prowadzącego, że za znieczulenie będzie musiała zapłacić 500 zł. Uznała, że to spora kwota, a zdawało jej się, że skoro opłaca składki na ubezpieczenie zdrowotne, to znieczulenie jej się należy. W szpitalu wszyscy twierdzą inaczej. Kto ma rację?Małgorzata Raczkowska•30 czerwca 2018
W Polsce nie płacimy za pomoc ratowników GOPRW okresie świąteczno-noworocznym codziennie słyszeliśmy o ludziach, którzy ginęli w Tatrach. Kolejnych górskie pogotowie sprowadzało na dół, bo nie potrafili sami poradzić sobie w trudnym terenie. Wychodzili w góry, bo była słoneczna pogoda, natomiast zupełnie nie zwracali uwagi na to, że warunki na szlakach są bardzo ciężkie. Wielu z nich, choć zapewne nie wszyscy, sprowadzało na siebie zagrożenie przez własną niefrasobliwość. A potem oczekiwali pomocy. Za tę pomoc, jak rozumiem, płaci państwo, czyli my, podatnicy. Czy nie należałoby obciążyć kosztami tych nierozważnych turystów? W innych krajach płaci się za akcje ratownicze, a ludzie ubezpieczają się, wychodząc w góry - pisze pan ZenonMałgorzata Raczkowska•30 czerwca 2018
Nie wystarczy wsiąść do pociąguMoże to komuś wydać się dziwne - znajomi żartują sobie ze mnie - ale mogę policzyć na palcach, ile razy w życiu jechałam koleją. Jako dziecko jeździłam z rodzicami samochodem. Jako młodzież - na obozy i wycieczki autokarem. Gdy już jako osoba dorosła mieszkałam jeszcze z rodzicami - pożyczałam od nich samochód. Jednym słowem - pociągi widywałam głównie na przejazdach kolejowych. Teraz zamieszkałam na swoim, samochodu nie mam. Przez całe wakacje pracuję, chcę jednak robić wypady weekendowe, korzystając z usług naszych kolei. Wiem, że każdy rodzaj podróżowania ma własną specyfikę. O czym powinnam pamiętać, zanim ruszę w drogę? Przydałoby mi się takie małe vademecum - pisze pani KarolinaMałgorzata Raczkowska•30 czerwca 2018
Dekomunizacja nazw ulic bez konieczności wymiany dokumentówOBYCZAJEMałgorzata Raczkowska•29 czerwca 2018
Za opóźnienie większe niż godzina należy się rekompensataPODRÓŻE Kilka dni temu, po dłuższej przerwie, wybrałam się w podróż koleją. Wydawało mi się, że kursuje już w miarę punktualnie, ale okazało się, że nie. Czekając na mój pociąg, wysłuchiwałam kolejnych komunikatów kończących się - tę frazę pamiętam z dawnych lat - "opóźnienie może się zwiększyć albo zmniejszyć". Nawet te pociągi, które ruszały ze stacji Warszawa Wschodnia, przyjeżdżały na Centralną z co najmniej pięciominutowym opóźnieniem. No i stało się: mój kurs spóźnił się do celu o godzinę. Nie zdążyłam więc na przesiadkę. Czy mogę domagać się od kolei rekompensaty - zastanawia się pani MartaMałgorzata Raczkowska•29 czerwca 2018
Można przejąć pensję małżonka, który nie łoży na rodzinęMojej żonie coś się stało - opowiada pan Mateusz. - Zaczęła zarabiać dużo, nawet bardzo dużo, ale jednocześnie przestała łożyć na rodzinę - utrzymanie mieszkania, dzieci, wreszcie - moje. Mam ostatnio kłopoty w pracy, zarabiam mniej, nie jestem w stanie utrzymać nas wszystkich na takim poziomie jak dotychczas. A żona nie wkłada do wspólnego gospodarstwa nic, bo twierdzi, że to ja powinienem się o to postarać. Rozumiem, że nie finansuje rodziny w całości - choć właśnie teraz by mogła. Ale przynajmniej niech uczestniczy w naszym utrzymaniu w tym samym stopniu co ja! - skarży się zdesperowany czytelnik.Małgorzata Raczkowska•29 czerwca 2018
Psy obowiązkowo trzeba szczepić tylko przeciw wściekliźniePodczas spaceru z psem rozmawiałam z sąsiadką, która spacerowała ze swoim pupilem - opowiada pani Teresa. - Zeszło na szczepienia; ona twierdziła, że w ogóle nie są potrzebne, że nawet coroczne przeciwko wściekliźnie jest grubą przesadą - podobno odporność trwa kilka lat. Nie wiem, co sądzić na ten temat. Mam wrażenie, że antyszczepionkowe szaleństwo rodziców przeniosło się na właścicieli czworonogów - zastanawia się czytelniczkaMałgorzata Raczkowska•29 czerwca 2018