Także bez paragonu można złożyć reklamację w sklepieKupiłam czajnik w supermarkecie - opowiada pani Ewa z Warszawy. - A że zakupu dokonałam, robiąc większe zakupy spożywcze, z rozpędu wyrzuciłam paragon zaraz po rozpakowaniu toreb. I to był błąd, bo po kilku dniach czajnik przestał działać. Powinnam go zwrócić do sklepu, ale nie mam paragonu. Czy mogę oczekiwać od supermarketu, że przyjmie wadliwą rzecz mimo braku potwierdzenia zakupu?Małgorzata Raczkowska•25 maja 2015
Zwroty, czyli sanatoryjne last minuteCzekam na wyznaczenie terminu i miejsca w sanatorium już półtora roku – opowiada pani Halina z Warszawy. – Dowiedziałam się, że na Mazowszu standardowo czeka się 25 miesięcy. Tymczasem w innych województwach 18, góra 20. Mam jednak pecha z powodu miejsca zamieszkania. Zależy mi, by pojechać na kurację jak najszybciej – poprzedni pobyt w sanatorium bardzo mi pomógł na moje dolegliwości. Czy mogę jakoś przyspieszyć wyjazd – zastanawia się czytelniczkaMałgorzata Raczkowska•21 maja 2015
Zwroty, czyli sanatoryjne last minuteCzekam na wyznaczenie terminu i miejsca w sanatorium już półtora roku - opowiada pani Halina z Warszawy. - Dowiedziałam się, że na Mazowszu standardowo czeka się 25 miesięcy. Tymczasem w innych województwach 18, góra 20. Mam jednak pecha z powodu miejsca zamieszkania. Zależy mi, by pojechać na kurację jak najszybciej - poprzedni pobyt w sanatorium bardzo mi pomógł na moje dolegliwości. Czy mogę jakoś przyspieszyć wyjazd - zastanawia się czytelniczkaMałgorzata Raczkowska•21 maja 2015
Gmina musi zorganizować odbiór wszelkich odpadów, także nietypowychPan Marcin mieszka w domu jednorodzinnym, ma przy nim niewielką działkę. Wyciął na niej drzewo, wyrwał karpę i nie wie, co z nią zrobić. Małgorzata Raczkowska•20 maja 2015
Porada lekarza oraz badania muszą być na terenie tego samego oddziału NFZOd kilku lat leczę się u endokrynologa – pisze pan Mirosław. – Ponieważ jednak w moim mieście dostanie się do tego specjalisty jest niewykonalne, znalazłem lekarza w innym mieście, w sąsiednim województwie. To, niestety oznacza, że podlega on innemu oddziałowi NFZ. Lekarz ten wystawia mi skierowania na różne badania, które mogę wykonać w moim mieście. Nie mogę ich jednak zrobić w ramach ubezpieczenia, ponieważ przychodnie i szpitale wykonujące te badania nie mają podpisanych umów z tym lekarzem. Właściwie nie powinno mnie to obchodzić, gdyż składki ubezpieczeniowe opłacam od lat terminowo, a rozliczenia to nie moja sprawa. Czy jest to zgodne z prawem? Czy w takich przypadkach można wysłać faktury za takie badania do NFZ z żądaniem refundacji?Małgorzata Raczkowska•18 maja 2015
Porada lekarza oraz badania muszą być na terenie tego samego oddziału NFZOd kilku lat leczę się u endokrynologa - pisze pan Mirosław. - Ponieważ jednak w moim mieście dostanie się do tego specjalisty jest niewykonalne, znalazłem lekarza w innym mieście, w sąsiednim województwie. To, niestety oznacza, że podlega on innemu oddziałowi NFZ. Lekarz ten wystawia mi skierowania na różne badania, które mogę wykonać w moim mieście. Nie mogę ich jednak zrobić w ramach ubezpieczenia, ponieważ przychodnie i szpitale wykonujące te badania nie mają podpisanych umów z tym lekarzem. Właściwie nie powinno mnie to obchodzić, gdyż składki ubezpieczeniowe opłacam od lat terminowo, a rozliczenia to nie moja sprawa. Czy jest to zgodne z prawem? Czy w takich przypadkach można wysłać faktury za takie badania do NFZ z żądaniem refundacji?Małgorzata Raczkowska•18 maja 2015
Homeopatia, znachorstwo czy medycynaMam bliźniaki. Dopóki nie poszły do przedszkola, chowały się zdrowo. Wraz z początkiem życia społecznego zaczęły się kłopoty: jak nie jedno chorowało, to drugie. Musiałam zrezygnować z pracy, żeby zajmować się dziećmi. Lekarze mieli tylko jedną propozycję: antybiotyk. Doszło do tego, że stał się on niemal składnikiem diety. Wystraszyłam się. Wtedy koleżanka poradziła mi konsultacje u lekarki stosującej homeopatię. Po dwóch miesiącach – jak ręką odjął. Odstawiliśmy antybiotyki od razu, dzieci zdrowe, odporniejsze. Może wyrosły po prostu z czasu chorób, a może homeopatia pomogła. Kiedy jednak poszliśmy do pediatry na kolejny bilans, lekarka zrugała nas, że poddajemy się szarlatanerii i że homeopatia z medycyną nie ma nic wspólnego, wręcz powinna być zakazana. – Nie wiem, co mam o tym myśleć. – opowiada pani Agnieszka. – Jaki jest jej status prawny w Polsce – pyta czytelniczkaMałgorzata Raczkowska•15 maja 2015
Nie można niszczyć osiedlowej zieleniPani Barbara mieszka w jednym z warszawskich osiedli na trzecim piętrze. Gdy wygląda na świat przez kuchenne okno, widzi krzewy bzu, kwitnące pięknie o tej porze roku. – Cóż z tego – opowiada czytelniczka – skoro od kilku dni miejscowe staruszki dewastują je codziennie, obrywając kwitnące gałązki. Obserwuję te babcie z okna. Małgorzata Raczkowska•15 maja 2015
Dla jednych znachorstwo, dla innych medycynaMam bliźniaki. Dopóki nie poszły do przedszkola, chowały się zdrowo. Wraz z początkiem życia społecznego zaczęły się kłopoty: jak nie jedno chorowało, to drugie. Musiałam zrezygnować z pracy, żeby zajmować się dziećmi. Lekarze mieli tylko jedną propozycję: antybiotyk. Doszło do tego, że stał się on niemal składnikiem diety. Wystraszyłam się. Wtedy koleżanka poradziła mi konsultacje u lekarki stosującej homeopatię. Po dwóch miesiącach - jak ręką odjął. Odstawiliśmy antybiotyki od razu, dzieci zdrowe, odporniejsze. Może wyrosły po prostu z czasu chorób, a może homeopatia pomogła. Kiedy jednak poszliśmy do pediatry na kolejny bilans, lekarka zrugała nas, że poddajemy się szarlatanerii i że homeopatia z medycyną nie ma nic wspólnego, wręcz powinna być zakazana. - Nie wiem, co mam o tym myśleć. - opowiada pani Agnieszka. - Jaki jest jej status prawny w Polsce - pyta czytelniczkaMałgorzata Raczkowska•15 maja 2015
Nie pozwólmy nikomu niszczyć osiedlowej zieleniPani Barbara mieszka w jednym z warszawskich osiedli na trzecim piętrze. Gdy wygląda na świat przez kuchenne okno, widzi krzewy bzu, kwitnące pięknie o tej porze roku. - Cóż z tego - opowiada czytelniczka - skoro od kilku dni miejscowe staruszki dewastują je codziennie, obrywając kwitnące gałązki. Obserwuję te babcie z okna. Wchodzą na trawnik, rozglądają się, czy nikt nie widzi, podchodzą do krzewu i kaleczą go, nie patrząc nawet, jakie powodują zniszczenia. Mieszkam za wysoko, by na nie krzyczeć, zresztą nie wypada. Czy one nie rozumieją, że niszczą nasze wspólne dobro - zastanawia się kobietaMałgorzata Raczkowska•15 maja 2015