Polska rośnie, Europa już nie
Rozmawiając, w ostatnich tygodniach nawet
dość często, z mediami o tym, co dzieje się
w światowej gospodarce i polityce, zapowiadam, że mam
dwie oceny: złą i dobrą. I zaczynam od tej
złej, czyli od świata zachodniego. Nie ulega
wątpliwości, że źle się dzieje -
tyle że nie w państwie duńskim, lecz w
państwie socjalnym. Czyli w świecie, który 150
lat temu Fryderyk Bastiat określił jako system, w
którym każdy stara się żyć na koszt
kogoś innego. Biorąc pod uwagę związek
kryzysu z górą już rozdawanego i obiecanego w
ustawach socjalu, za lepszą uważam definicję
państwa opiekuńczego jako życie z ręką
w kieszeni sąsiada (to Ludwig Erhard, ojciec powojennego
niemieckiego cudu gospodarczego).