Czy leci z nami porywacz? Recenzujemy reportaż "Niebo jest nasze"Ludzka pamięć jest dobra, ale krótka. „Niebo jest nasze”, reportaż historyczny amerykańskiego dziennikarza Brendana I. Koernera, opowiada o nieodległych przecież czasach – mowa tu o przełomie lat 60. i 70. zeszłego wieku – ale dla czytelnika ma walor elektryzującego archeologicznego odkrycia.Piotr Kofta•01 września 2017
Między Odessą a Stambułem. Nostalgia, wróg historiiDzieje Odessy i Stambułu to opowieści o złożonym losie wielokulturowych i niejednorodnych religijnie miast, które wkroczyły w nowoczesność.Piotr Kofta•04 sierpnia 2017
Nostalgia, wróg historiiDzieje Odessy i Stambułu to opowieści o złożonym losie wielokulturowych i niejednorodnych religijnie miast, które wkroczyły w nowoczesnośćPiotr Kofta•04 sierpnia 2017
Nostalgia, wróg historiiDzieje Odessy i Stambułu to opowieści o złożonym losie wielokulturowych i niejednorodnych religijnie miast, które wkroczyły w nowoczesnośćPiotr Kofta•03 sierpnia 2017
Gaszenie ogniska benzyną. Parę słów o dżihadzieJak zrozumieć islam? Czy trzeba bać się uchodźców? W zalewie sprzecznych informacji najlepszej odpowiedzi trzeba poszukać w książkachPiotr Kofta•07 lipca 2017
Wojna to lukratywny biznesZależy mi na tym, by czytelnik miał poczucie uczestnictwa w opisywanych zdarzeniach. Ta niemal fizyczna bliskość wydaje mi się ważniejsza od literackości - mówi Wolfgang Bauer, niemiecki dziennikarz, korespondent wojenny i reporter. Jego książki „Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki” oraz „Przez morze. Z Syryjczykami do Europy” ukazały się nakładem wydawnictwa Czarne.Piotr Kofta•30 czerwca 2017
Nie lubię nie rozumiećZależy mi na tym, by czytelnik miał poczucie uczestnictwa w opisywanych zdarzeniach. Ta niemal fizyczna bliskość wydaje mi się ważniejsza od literackościPiotr Kofta•30 czerwca 2017
Radosny seks to rzadkość. Ludzie są raczej smutnymi zwierzętamiKSIĄŻKA | Ironia tej książki – a nie jest to ironia prześmiewcza – kryje się w tym, że ludzie są raczej smutnymi zwierzętami. Radosny seks to rzadkość, podobnie zresztą jak miłosne oddanie. Podglądacz, raz podjąwszy swoje brzemię, nie może albo nie umie się już wycofać. W związku z tym cierpi straszliwe katusze, świadkując z reguły niezmierzonym pasmom nudy, wstrętu, frustracji, upokorzenia i osamotnienia, które stają się udziałem jego gości. Sam popada w związku z tym w depresję, ewentualnie dostaje ataków szału na widok klientów wycierających łapy z majonezu (i nie tylko majonezu) w czyściutkie poszewki i prześcieradła. Satyryk nie wymyśliłby lepszej puenty.Piotr Kofta•23 czerwca 2017