Droga przechodzi na własność
gminy, a właściciele nie wiedzą o
wywłaszczeniu
Anna Kowalska jest
właścicielką nieruchomości
położonej w mieście wojewódzkim,
którą niedawno odziedziczyła po swoich
rodzicach, co ujawniła w księdze wieczystej. Na
działce stoi dwupiętrowy dom, w którym rodzina
Anny mieszka od kilku pokoleń. Znajduje się on w
drugiej linii zabudowy i nie miał wcześniej
bezpośredniego dostępu do najbliższej drogi,
tak jak kilka działek leżących po
sąsiedzku. Dlatego jeszcze w latach 50. dziadkowie pani
Anny wraz z sąsiadami, w tym właścicielami
posesji przylegającej bezpośrednio do ulicy,
zdecydowali, że każdy z nich przeznaczy
część ze swojej nieruchomości, by
utworzyć na nich drogę łączącą
ich działki z najbliższą ulicą. Droga nie
jest szeroka, ale jest pokryta asfaltem, pozwala na swobodny
dojazd do każdego z domów i dodatkowo ma wąski
chodnik. W latach 90. zarząd dróg w mieście
rozbudowywał sąsiednią ulicę i w trakcie
tych prac postawił na drodze dojazdowej przy
wyjeździe na ulicę znak drogowy B20, który
nakazuje ustąpienie pierwszeństwa pojazdom
jadącym tą ulicą. W listopadzie 2016 r. pani
Anna, a także wszyscy sąsiedzi, którzy
korzystają z drogi, dostali pismo z urzędu
wojewódzkiego, w którym zostali zawiadomieni o
zakończeniu gromadzenia materiału dowodowego w
postępowaniu administracyjnym i o możliwości
zapoznania się z tym materiałem. Przedmiotem tego
postępowania jest przejście na
własność gminy należącej do pani
Anny części nieruchomości, na której
znajduje się droga dojazdowa do jej domu. Kobieta
zaniepokojona tym pismem chciała się
dowiedzieć, czy naprawdę może zostać
wywłaszczona. W tym celu postanowiła
umówić się na rozmowę w urzędzie.
Udała się tam wraz z prawnikiem, którego
poprosiła o pomoc. Oto jak przebiegała rozmowa
podczas spotkania pani Anny z prawnikiem, panem Michałem
oraz urzędniczką zajmującą się
sprawą, panią Jolantą.