Ach, co to był za ślub
Znajomi wzięli ślub w górach.
Uczestniczyłam w tej uroczystości jako
gość i bardzo mi się podobała. Teraz, gdy
sama planuję wyjść za mąż,
chciałam także urządzić podobną
ceremonię, tyle że nad jeziorem, na leśnej
polanie, jednak ani proboszcz z mojej parafii, ani z parafii
narzeczonego nie wyrazili na to zgody - opowiada pani
Monika. Po tych porażkach odszukała znajomych,
którym się udało. Powiedzieli, że
wprawdzie początkowo także spotkali się z
niechęcią duchownych, ale postanowili
dopiąć swego. Napisali podanie do biskupa,
znajomego księdza poprosili o wsparcie. Czekali rok na
decyzję, aż dostali zgodę obwarowaną
jednak warunkiem: na ślub na szczycie góry biskup
się nie zgodził, zgodził się na
ceremonię pod maleńką, zagubioną w lesie
kapliczką. - Czy rzeczywiście trzeba aż
zgody biskupa i czy musi to tyle trwać? -
zastanawia się młoda kobieta