Za stłuczony towar w sklepie
klient nie zawsze płaci
Robiąc zakupy,
potrąciłem koszykiem butelkę z drogim
alkoholem, która spadła na podłogę
i się rozbiła. Na odgłos hałasu
zbiegli się chyba wszyscy pracownicy sklepu,
żądając zapłaty za zniszczony
towar. Tłumaczyłem, że to nie moja wina,
że w sklepie jest ciasno i trudno
przejść między gęsto ustawionymi
regałami, ale w odpowiedzi postraszono mnie
wezwaniem policji. Poddałem się i
zapłaciłem, ale zastanawiam się teraz,
czy słusznie? Na jakiej podstawie żądano
ode mnie pieniędzy? A może miałem
szansę, żeby się wybronić? -
zastanawia się pan Marek.