Ile biznesmena, ile prywaciarza: Dlaczego przedsiębiorcy są w Polsce źle postrzegani
Przez 45 lat wpajano nam, że badylarz
to zło. Kradnie, oszukuje i manipuluje. Jest wrzodem na
zdrowym ciele socjalistycznej gospodarki. W końcu
centralne planowanie i regulowane ceny zastąpił
rynek (ze wszystkimi swoimi wadami). Ekonomii tak racjonalnej
jak członek z ramienia już nie ma, ale negatywny
wizerunek przedsiębiorcy ciągle żyje swoim
życiem. Zakorzenione bardzo silnie i głęboko
negatywne emocje w stosunku do wszystkich, którym
coś się udało, są bardzo polskie,
niepodważalne. Dodatkowo niezwykle wygodnie jest nam od
lat uzasadniać swoje rozgoryczenie, frustrację i
negatywne oceny w stosunku do ludzi i sytuacji
właśnie skutkami ubocznymi długoletniej
terapii nienawiści do wszystkiego, co choć
trochę łączyło się z wolnym rynkiem.
Z zasady było mniej lub bardziej podejrzane – to
fakt. Nie chcemy jednak zauważać, że
jesteśmy już niemal 30 lat po komunizmie, więc
zasłanianie się jego skutkami przestaje być
wiarygodne. Ale jest i druga strona medalu.