Nie ma przyzwolenia na publiczne picie alkoholu w noc sylwestrową
Noworoczną imprezę
spędzałem na rynku niewielkiego miasteczka –
opowiada pan Marek. – Mimo mrozu na scenie grał
zespół, trochę osób go
słuchało, ktoś tańczył. Dopiero
tuż przed północą rynek się
zaludnił. Przyszło wielu ludzi, prawie każdy
miał w ręce jakąś butelczynę i
popijano przeważnie z gwinta, a to szampana, a to piwo,
a to nawet wódkę. Straży miejskiej i policji
było wszędzie mnóstwo, nikt nie reagował
na picie, było jednak spokojnie. My mieliśmy wino i
szklaneczki. Postawiłem je na murku, nalałem do
szklanek. I wtedy podszedł do mnie miejski strażnik
i poprosił grzecznie, bym schował butelkę, bo
nie wolno pić alkoholu na rynku. Wydawało mi
się, że w tę jedną noc zakaz nie
obowiązuje – zastanawia się nasz
czytelnik