Szymaniak: „Dziecko rodzica wspólnego dziecka”, czyli jedne dzieci są wspólne, ale inne wspólniejsze [OPINIA]
Kiedy ktoś pyta, jak sobie radzę na
telepracy, od kilku tygodni niezmiennie odpowiadam, że dla mnie większym
zagrożeniem niż koronawirus jest to, że odwiozą mnie do Tworek.
Funkcjonowanie z dwójką dzieciaków, które nauczyły się co prawda mówić, a
nawet krzyczeć i grać, ale nie milczeć, do najłatwiejszych nie należy.
Wielu rodziców ma już dość tak intensywnego rodzicielstwa połączonego z
pracą i edukacją swoich – jak to perwersyjnie zabrzmi w tym kontekście –
pociech. Do tego stopnia, że niektórzy pewnie chętnie wypiliby
wybielacz. I wcale nie po to, by zwalczyć wirusa.