Szahaj: Królestwo tandety jest nieuchronnym rezultatem procesu stopniowej degrengolady płacowej kapitalizmu
W programach radiowych, prasowych tekstach i wywiadach,
z którymi od czasu do czasu przychodzi mi się zapoznać, pojawia się
interesujący wątek związany z problemem ewentualnych regulacji rynku
kapitalistycznego. Ostatnio dzieje się tak często w związku z inwazją
Ubera i reprezentowanego przez niego „modelu biznesowego”, jak to
określają niektórzy ekonomiści. Oto, gdy tylko w dyskusji pojawia się
głos, z reguły nieśmiały, nawołujący do tego, by jednak poddać tego typu
aktywność pewnym regulacjom, które mogłyby spowodować, że szanse
różnych podmiotów na rynku zostałyby wyrównane (taksówkarze stoją dziś
na z góry przegranych pozycjach), natychmiast pojawia się kontrgłos, że
przecież dzięki Uberowi i tego typu „modelom biznesowym” konsument
dostaje pewne usługi taniej. Jeśli ktoś domaga się regulacji, to chce,
aby było drożej. I w ten prosty sposób zamyka się usta wszelkim krytykom
uberyzacji gospodarki. Zbyt pospiesznie i niemądrze.