Woda dla Krymu jako problem polityczny
S ześć lat po aneksji kwestia Krymu spadła nie tylko z międzynarodowej agendy, ale także z końcowych stron gazet. W odróżnieniu od Donbasu, gdzie regularna wymiana ognia i toczące się w bólach wielostronne negocjacje polityczne od czasu do czasu przykuwają uwagę światowej opinii publicznej.
Po zajęciu półwyspu przez zielone ludziki i zorganizowaniu tzw. referendum na temat jego politycznej przyszłości, 21 marca 2014 r. Władimir Putin zatwierdził specjalnym dekretem przyjęcie Krymu w skład Federacji Rosyjskiej i uznał sprawę za zamkniętą. W narracji Kremla półwysep wrócił do macierzy drogą samostanowienia i głosami jego mieszkańców, zarzuty o aneksję i pogwałcenie prawa międzynarodowego są bezpodstawne, podobnie jak wszelkie dyskusje na temat powrotu terytorium do Ukrainy. A skoro świat aneksji nie uznaje, tym gorzej dla świata.
Na Ukrainie z kolei kwestie związane z Krymem stały się tematem wstydliwym. Choć Kijów rokrocznie inicjuje w ONZ rezolucje dotyczące integralności terytorialnej Ukrainy, walczy o sprawiedliwość i rekompensaty w międzynarodowych sądach oraz przy wielu okazjach przypomina o nielegalnej aneksji półwyspu, działania te mają skromne skutki praktyczne. I choć niesprawiedliwe byłoby obarczanie Kijowa winą za nieumiejętność zmiany status quo, bo inaczej niż militarnie dokonać tego nie sposób, faktem jest, że Ukraina nie wypracowała spójnej strategii działań zarówno wobec Krymu, jak i jego mieszkańców – tych, którzy pozostali, oraz tych, którzy go opuścili.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.