Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wojna na Ukrainie

Węgierska propaganda: winni są wszyscy oprócz Rosji

8 listopada 2022
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Jeszcze przez miesiąc, do 9 grudnia, trwają na Węgrzech narodowe konsultacje – rodzaj korespondencyjnego referendum. Dotyczą one sankcji nakładanych na Federację Rosyjską przez Unię Europejską. Hasło konsultacji brzmi: „Brukselskie sankcje nas rujnują”. Budapeszt zarzuca Brukseli, iż ta – po pierwsze – nie konsultuje wprowadzania kolejnych pakietów sankcyjnych, po drugie zaś – że obiecała, że następstwa sankcji uderzą w Rosję, a nie w Unię Europejską i Węgry. Każdy przekaz rządu dotyczący wsparcia socjalnego dla obywateli jest okraszony twierdzeniem, że rząd musi go udzielać, bo „błędne brukselskie sankcje” uderzają w rodziny. W prorządowych mediach nie znajdzie się opracowań, które ukazywałyby skuteczność sankcji. Wszystkiemu winny jest Zachód. W kwestionariuszu referendalnym ani razu nie pojawia się twierdzenie, że to Rosja rozpoczęła wojnę i że to, co dzieje się dzisiaj w energetyce czy gospodarce, jest następstwem działań Moskwy. W miniony weekend przewodniczący Zgromadzenia Krajowego László Kövér powiedział, że to nie Rosja, ale Unia Europejska wykorzystuje gaz jako broń.

Z kolei przebywający z wizytą w Warszawie szef gabinetu politycznego Viktora Orbána Balázs Orbán wskazał, iż podejście do sankcji Węgry „opierają na racjonalnych przesłankach”. Sam szef gabinetu jest jednym z twórców korespondencyjnego referendum, którego założenia są przecież oparte na dezinformacji. W jej dekonstrukcję włączył się Parlament Europejski, który w swoich mediach społecznościowych zamieścił infografiki ukazujące skuteczność europejskich sankcji w Rosji. Co istotne, wsparcia Parlamentowi Europejskiemu w sieci udzieliła także ambasada USA w Budapeszcie, wskazując, że „unijne sankcje wywołują presję na Rosję, by doprowadziła do końca rozpoczętej agresji”. Jednak profil rządu węgierskiego codziennie podważa skuteczność i zasadność sankcji, a propaganda trafia na podatny grunt – przeciwnych sankcjom jest ponad 50 proc. Węgrów.

„Wydaje się, że dla Polaków priorytetem nie jest zakończenie rozlewu krwi” – powiedział na łamach „Világgazdaság” Mihály Rosonczy-Kovács, analityk prorządowego Nézőpont Intézet, a prywatnie brat obecnej ambasador Węgier w Polsce (typowany na kolejnego ambasadora). We wszystkich mediach europejskich obraz Polski poprawił się poza… prorządowymi mediami węgierskimi, w których się pogorszył. Polska jest postrzegana jako państwo, które zmobilizowało Zachód do zaangażowania się w wojnę i wsparcie Ukrainy. Węgierskie władze uważały, iż to jest wojna wewnętrzna, która powinna pozostać sprawą wyłącznie pomiędzy Kijowem a Moskwą. Zachód jest oskarżany o dostarczanie broni, która wydłuża wojnę i zwiększa liczbę ofiar.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.