Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wojna na Ukrainie

Interesy, nie frazesy

Interesy, nie frazesy
fot. Robert Ghement/EPA/PAP
6 czerwca 2025
Ten tekst przeczytasz w 16 minut

Jeśli NATO ma zachować sens i sprawczość, to przyda mu się Ukraina. Nie ma mowy o natychmiastowym członkostwie, ale kto wyklucza je całkowicie, ten działa w strategicznym interesie Rosji

Szczyt Paktu Północnoatlantyckiego, który odbył się na początku kwietnia 2008 r. w Bukareszcie, zadeklarował politykę „otwartych drzwi” dla – jak to wówczas ujęto – „europejskich demokracji”. Zgodzono się m.in. na przyszłe członkostwo Ukrainy i Gruzji, choć nie zdołano przyjąć tzw. „Planu Działań na rzecz Członkostwa” (MAP), czyli kluczowego wedle procedur NATO dokumentu, przygotowującego akcesję. Zablokowały to Francja i Niemcy, bardzo wtedy zaangażowane w wielopoziomową współpracę z Rosją. A także (dziś wiemy już o tym sporo) bardzo mocno zinfiltrowane przez rosyjską agenturę wpływu, która na przemian straszyła „straszliwymi konsekwencjami” konfliktowania się z Moskwą i kusiła świetlanymi perspektywami współpracy ekonomicznej. Dzisiaj można powiedzieć: cóż, szkoda, że w kluczowych stolicach wolnego świata nie wykazano wówczas więcej wyobraźni i determinacji, że zatriumfował oportunizm zmieszany z naiwnym postrzeganiem charakteru rosyjskiego państwa. Być może mogliśmy zaoszczędzić sobie i potencjalnym sojusznikom (a nawet samym Rosjanom) wielu problemów, wydatków, a przede wszystkim daniny krwi. Bowiem Kreml, zachęcony słabością po stronie kontrpartnerów, po paru miesiącach wywołał prewencyjną wojnę w Gruzji, po paru latach zaanektował Krym i aktywnie wsparł powstanie separatystycznych republik ludowych na wschodzie Ukrainy, potem uparcie podsycał trwające tam walki, a wreszcie pozwolił sobie na otwartą, pełnoskalową agresję zbrojną.

Śmieszno i straszno

Wiele się zmieniło w Ukrainie i Gruzji, a bodaj jeszcze więcej na Zachodzie. Tylko strategiczne stanowisko Rosji pozostaje nienaruszone: ani kroku wstecz w sprawie rozszerzania NATO. Nikt przytomny chyba nie wierzy, że kraje Sojuszu mogłyby planować (a tym bardziej przeprowadzić) jakiś atak wojskowy na Rosję w sytuacji innej niż konieczność samoobrony lub odwetu, ale społeczeństwo rosyjskie zostało wychowane w poczuciu zagrożenia ze strony strasznych „zachodnich imperialistów”, a poza tym stopniowo coraz bardziej sterroryzowane. Gdy władza uczyniła z NATO kluczowy straszak na użytek wewnętrzny, znakomita większość Rosjan postępuje (a być może nawet naprawdę myśli) zgodnie z tym schematem. Sztucznie stworzony chochoł żyje – kwestia blokady rozszerzania Paktu Północnoatlantyckiego (a nawet cofnięcia tego procesu) została w pewnym momencie zaliczona do fundamentalnych interesów przetrwania Federacji Rosyjskiej. Nie kwestia odejścia od surowcowej monokultury, nie fatalny stan infrastruktury i usług publicznych, nie zatrważające trendy demograficzne ani rosnąca chińska presja migracyjna i ekonomiczna na Syberii czy radykalizacja społeczności islamskich na północnym Kaukazie. Te problemy ekipa Putina uznała za mniej groźne. Jak pijak, który szukał zagubionego portfela pod latarnią, choć wiedział, że zgubił go w ciemnych zaroślach, ale pod latarnią jest jaśniej…

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.