Europa nie ma już czasu
Zaledwie jeden kraj w Europie produkuje nowe czołgi. To Niemcy. Ośrodek Studiów Wschodnich podaje, że mogą ich zbudować maksymalnie do 30 rocznie. Jednak tylko we współpracy z Grecją, która ma przyjemność posiadać zakład, w którym powstają korpusy leopardów. To jedyny działający obiekt tego typu w UE. Przy dobrych wiatrach jako europejski sojusznik Ukrainy jesteśmy w stanie w ciągu trzech lat dostarczyć 90 nowych maszyn na front. Dla porównania – Kijów dysponuje w tej chwili ok. 1,1 tys. czołgów, a Rosja ma ich nawet 5 razy więcej, zaś rocznie może wyprodukować ich 10 razy więcej niż cała Europa.
Biorąc pod uwagę te dane, trudno nie mieć poczucia dysonansu poznawczego, gdy słucha się – w kontekście czwartkowego szczytu UE – deklaracji o budowie unii obronnej. Założenia projektu są słuszne. Nawet ciekawe. Kwoty, które mają zostać na ten cel przeznaczone, też robią wrażenie. Ale papier przyjmie wszystko.
Dysonans powiększa się, gdy weźmie się pod uwagę czas, który pozostał Europie na przestawienie się na tory wojenne. Pisał o tym felietonista Bloom berga i zarazem admirał US Navy James Stavridis, który od 2009 r. do 2013 r. był dowódcą sił USA na Starym Kontynencie. Jego zdaniem czasu jest ekstremalnie mało. Bo, po pierwsze, NATO, jakie znamy, już się skończyło, a po drugie – Europa może wziąć pod uwagę pójście własną drogą w polityce zagranicznej, bez udzielania tradycyjnego poparcia USA.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.