Kto może wpłynąć na Trumpa
Kongres, środowisko wywiadowcze i międzynarodowa presja nie mają już takiego wpływu na Donalda Trumpa w sprawie Ukrainy jak rok temu
Gdy przed rokiem republikanie, na polecenie Donalda Trumpa, blokowali w Kongresie wielomiliardowy program pomocy wojskowej dla Ukrainy, nowojorczyk wycofał swój sprzeciw po wielkiej kampanii przekonywania i nacisków. W proces, koordynowany zakulisowo przez Biały Dom Joego Bidena i jego najważniejszego doradcę Jake’a Sullivana, zaangażowani byli czołowi republikańscy senatorzy – na czele z Lindseyem Grahamem – środowisko wywiadowcze oraz zagraniczni politycy. W tym polski prezydent Andrzej Duda, który w kluczowym momencie kilka godzin rozmawiał w Nowym Jorku z ówczesnym pretendentem do Białego Domu. Finalnie największe znaczenie miały odegrać informacje wywiadowcze o dramatycznym położeniu Ukrainy przekazane szefowi Izby Reprezentantów Mike’owi Johnsonowi. W noc przed decyzją o „odblokowaniu” pomocy polityk z Luizjany intensywnie się modlił. Z jego otoczenia płynęły informacje, że w znacznej mierze „była to decyzja religijna”. Ostatecznie Trump został przekonany, a Johnson poddał pakiet pod głosowanie.
Niecały rok później położenie „koalicji wpływu” wygląda znacznie gorzej. Kongres nie tylko skręcił w prawo, ale zwiększyła się w nim liczba polityków lojalnych wobec Trumpa i jego powielającego rosyjskie narracje otoczenia. Ci, którzy do tej pory byli jastrzębiami (np. wtedy senator, a teraz sekretarz stanu Marco Rubio), wyraźnie złagodzili swoje stanowisko wobec Rosji. Graham, ten sam, który nazywał Władimira Putina „zbrodniarzem wojennym”, sugerował przeprowadzenie na niego zamachu i wyśmiewał tych, którzy obawiają się sprowokowania Rosji, twierdzi teraz, że próba narzucenia Ukrainie umowy o zasobach naturalnych to dobre rozwiązanie i nie ma nic przeciwko spotkaniu Trump-Putin, nawet „jeśli miałoby się odbyć w Cleveland”. Mimo wyrażanych anonimowo w mediach niepokojów lider większości John Thune czy inni wpływowi republikanie o antyrosyjskim rysie, jak Jim Risch, Joni Ernst czy Tom Cotton, stoją ramię w ramię z administracją, wskazując że zakończenie wojny jest koniecznością i priorytetem. Oraz podkreślają, że to dopiero początek procesu negocjacji. Znamienne, że żaden z ważniejszych polityków republikańskich nie wyszedł w Kongresie z żadną propozycją ustawy czy inicjatywą publicznego spotkania w Białym Domu w sprawie Ukrainy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.