Każdy zostaje przy swoim
Duże kraje azjatyckie traktują wojnę jak okazję do realizowania swoich interesów
Kraje Zachodu w większym lub mniejszym stopniu są zaangażowane we wsparcie Ukrainy i dyplomatyczne izolowanie Rosji. Takiego podejścia nie podziela większość mocarstw poza Europą i USA. Mimo że Moskwie trudno o żarliwych sojuszników, to wiele stolic uznaje wojnę za okazję, by przeforsować swój partykularny interes. Najczęściej dotyczy on spraw energetycznych czy militarnych, ale nie brakuje też motywacji ściśle politycznych.
W pierwszych dniach wojny za państwo, które może skutecznie wpłynąć na Kreml i przymusić do zatrzymania konfliktu, uznawano Chiny, zaniepokojone negatywnym wpływem wojny na handel oraz tzw. sankcjami wtórnymi. W niedawnej rozmowie z DGP sceptycznie do takiego optymistycznego poglądu odniósł się Grzegorz Stec, analityk think tanku Merics. W jego ocenie sprawa Ukrainy nie jest dla Pekinu priorytetem. - Chiny nie są skłonne podjąć zdecydowanych działań, skupiają się na przeciwdziałaniu konsolidacji przez Waszyngton nieprzychylnego im obozu - tłumaczył ekspert. Jego zdaniem zarazem „zwartość potencjalnego bloku chińsko-rosyjskiego jest ograniczona przez fakt, że Pekin jest przekonany o wysokim koszcie potencjalnego szerszego poparcia dla Moskwy i chce go uniknąć”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.