Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wojna na Ukrainie

Embargo to za mało, żeby zmienić oblicze tej wojny

2 czerwca 2022
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

P rzyjęcie zakazu importu rosyjskiej ropy powinno cieszyć wszystkich, którzy chcą osłabienia Rosji i jej wpływów w Europie. Unia posunęła się do przodu w kwestii kluczowej dla strategicznej rozgrywki z Moskwą. Rozpoczęta jeszcze w zeszłym roku gra dostawami gazu, związany z tym kryzys energetyczny oraz bolesne sankcje przyjęte przez kraje Zachodu w pierwszych trzech miesiącach agresji jeszcze bardziej zwiększyły znaczenie surowców energetycznych w rosyjskiej gospodarce. Dość powiedzieć, że udział ropy i gazu w przychodach rosyjskiego budżetu przekroczył w kwietniu 60 proc. Dlatego też Ukraina i jej najbliżsi sojusznicy słusznie upatrują w sankcjach na ten sektor jednego z kluczy – obok wsparcia militarnego – do pokonania najeźdźcy i poskromienia imperialnych ambicji Kremla.

Zadowolenie wyrażane przez unijnych urzędników czy usilnie lobbującego za embargiem premiera Mateusza Morawieckiego jest więc zrozumiałe. Tym bardziej, że nadzieje na sukces zdawały się przygasać. Gdy udało się wreszcie przełamać opór Niemiec, pałeczkę głównego hamulcowego sankcji przejął Budapeszt, a pod jego parasolem swoje postulaty zgłaszać zaczęły inne kraje południowego sąsiedztwa Polski, od Słowacji i Czech, po Bułgarię i Chorwację. Równolegle przemijać zdawało się polityczne momentum towarzyszące wprowadzaniu pierwszych pięciu pakietów restrykcji wobec Rosji. Sprzyjające Kijowowi nastroje Europejczyków i związana z tym presja na klasę polityczną, rozbudzone jeszcze po ujawnieniu zbrodni w Buczy, ustępowały coraz silniejszym obawom przed kosztami gospodarczymi sankcji. W tle kolejnych tygodni negocjacyjnego impasu w sprawie szóstego pakietu mnożyły się wątpliwości co do perspektyw utrzymania europejskiej, antywojennej jedności. A ostatecznym dowodem jej rozbicia miała być rozgrywka wokół gazu i zgoda większości europejskich klientów Gazpromu na narzuconą przez Kreml procedurę rozliczeń w rublach.

Porozumienie, gwarantujące odcięcie realizowanych drogą morską rosyjskich dostaw do Europy, które ma być dopełnione przez embarga krajowe zapowiadane przez Warszawę i Berlin, przywraca nadzieję, że jedność pozostaje osiągalna. Ale też samo w sobie jej nie przywraca. Cena za kompromis w postaci zgody na wyjątki dla Węgier i innych krajów – choć z pewnością warto było ją zapłacić, aby objąć ok. 90 proc. unijnych zakupów – oznacza tu raczej kolejne wyzwania. Tańsze o ponad 30 dol. baryłki ze Wschodu przetwarzane przez rafinerie w regionie będą sporym wyzwaniem dla unijnego rynku i oznaczają konieczność dalszych rozmów o mechanizmach kompensowania tej przewagi konkurencyjnej. A dla koncernów polskich czy niemieckich rodzić mogą pokusę, by lobbować za zmiękczaniem planowanych regulacji w tych krajach, tak by i one mogły korzystać z ropy z rurociągu „Przyjaźń”. Tym bardziej że jak dotąd Węgrzy, zwiększając zakupy naftowe, dążyli do maksymalizowania biznesowych korzyści z dostępu do rosyjskiej ropy.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.