Wzmagają się ataki na Charków
Ukrainie brakuje środków obrony powietrznej i samolotów, by skutecznie bronić drugiego co do wielkości miasta. Zełenski prosi Zachód o pomoc
Rosjanie rozbudowują zdolności ofensywne na granicy z ukraińskimi obwodami charkowskim i sumskim. Od 10 maja znów trwają walki na północnych rubieżach Charkowa, drugiego co do wielkości miasta Ukrainy. Sam Charków jest coraz częściej ostrzeliwany, a postępy rosyjskiej armii mogą pozwolić na atakowanie miasta także z artylerii. – Gdybyśmy mieli wystarczająco środków obrony przeciwlotniczej i współczesne lotnictwo bojowe, takie ataki byłyby niemożliwe – komentował prezydent Wołodymyr Zełenski. Szturm metropolii z wykorzystaniem dotychczas zgromadzonych sił wydaje się niemożliwy, a celem atakujących może być odciągnięcie obrońców od frontu donieckiego.
W sobotę prezydent odwiedził Charków. – Rosja szykuje się do działań ofensywnych 90 km na północny zachód stąd. W pobliżu naszej granicy zbierane jest kolejne zgrupowanie wojsk. Ten, kto to wszystko robi, nie chce pokoju – nawiązywał do piątkowej depeszy Reutersa, w myśl której Władimir Putin chciałby zamrożenia wojny wzdłuż obecnej linii frontu. Institute for the Study of War (ISW) na podstawie dostępnych komercyjnie zdjęć satelitarnych ogłosił, że zgrupowanie, o którym mówił Zełenski, jest rozlokowane między Borisowką, Grajworonem i Proletarskim w obwodzie biełgorodzkim, czyli najpewniej na bazie zamkniętego miasteczka wojskowego Biełgorod-22. To obszar, do którego kilka razy wyprawiały się oddziały rosyjskich nacjonalistów walczących u boku Ukrainy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.