Bój na prezydenckie legitymacje
Kijów apeluje, by po wyborach nie uważać już Putina za prezydenta Rosji
Wybory prezydenckie, wbrew prawu międzynarodowemu, Moskwa przeprowadziła bowiem także na terenach okupowanych. W tej kwestii Kijów jest jednak osamotniony, od propozycji zbojkotowania wygranej Putina odciął się Biały Dom. Jednak dla Ukraińców kampania ma charakter wyprzedzający. W maju to Kreml zacznie podważać legitymację Wołodymyra Zełenskiego, dowodząc, że jego pięcioletnia kadencja się skończyła, a nowych wyborów nie przeprowadzono.
– Ta imitacja wyborów nie ma i nie może mieć żadnej legitymacji. Ten działacz powinien skończyć na ławie oskarżonych w Hadze – mówił ukraiński prezydent w niedzielnym wystąpieniu. Ukraińcy powołują się m.in. na IV konwencję haską z 1907 r., dotyczącą praw i zwyczajów wojny lądowej, która nakłada na okupanta obowiązek przestrzegania, „z wyjątkiem bezwzględnych przeszkód”, praw obowiązujących na terenie państwa okupowanego oraz zabrania „przymuszania ludności terytoriów okupowanych do przysięgania na wierność państwu nieprzyjacielskiemu”. Rosja dowodzi, że zajęte w latach 2014–2024 obszary Ukrainy, z wyjątkiem niewielkiej części obwodu charkowskiego, stały się integralną częścią państwa. Świat tej argumentacji nie podziela. Przy czym przed 2024 r. mieszkańcy okupowanego Krymu czterokrotnie brali już udział w ogólnorosyjskich głosowaniach powszechnych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.