Przez Zakaukazie do Konstantynopola
Ziemie leżące po południowej stronie Kaukazu carska Rosja wydzierała z tureckich rąk kawałek po kawałku przez ponad półtora wieku. Teraz Turcja może tam wrócić o wiele szybciej
Przyjaźń Recepa Tayyipa Erdoğana z Władimirem Putinem stanowi idealne potwierdzenie prawdziwości spostrzeżenia kardynała de Richelieu: „Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam”. Obaj jedynowładcy udają sojuszników, zarazem coraz zacieklej konkurując w różnych regionach świata – przy czym kolejne fronty otwiera Erdoğan.
Choć trwa rozgrywka miedzy Rosją a Turcją o wpływy w Syrii oraz Libii, z początkiem października rozpoczęła się jeszcze istotniejsza gra. Wspierany przez Stambuł prezydent Azerbejdżanu İlham Aliyev wszczął wojnę z Armenią. Dla niego sukcesem będzie odebranie Ormianom części spornych terytoriów Górskiego Karabachu. Natomiast Erdoğan już może sobie gratulować, bo coraz bardziej wyczerpana Rosja nie decyduje się na otwarte wystąpienie po stronie Armenii. Tę pustkę, po stu latach nieobecności, coraz śmielej wypełnia Turcja. Wracając tam, gdzie dominowała przez ponad czterysta lat.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.