USA boją się infiltracji
Na wynik wyborów prezydenckich próbują wpłynąć Moskwa i Teheran, ale Waszyngton najbardziej obawia się Pekinu
Były ambasador USA w Niemczech, a wiosną przez kilka tygodni szef Wywiadu Narodowego Richard Grenell napisał na Twitterze, że w bieżącą kampanię wyborczą w USA ingeruje Rosja, posługując się propagandą i dezinformacją. Ale dodał, że to nic w porównaniu z tym, co robią Chiny. Następca Grenella w Wywiadzie Narodowym John Rat cliff powiedział z kolei na antenie telewizji Fox News, że Pekin stanowi większe zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego Stanów Zjednoczonych niż jakikolwiek inny kraj, a jednym z elementów tej walki jest mieszanie przy wyborach. Biały Dom i republikanie z Kongresu są wściekli na demokratów, którzy mają większość w Izbie Reprezentantów, za to, że nie bardzo ich ta sprawa interesuje. Obserwatorzy amerykańskiej sceny politycznej są raczej zgodni, że cztery lata temu Władimirowi Putinowi zależało na wygranej Donalda Trumpa, a dzisiaj Xi Jinpingowi zależy na jego przegranej i w tę operację angażuje wszystkie dostępne sobie środki.
Kilkanaście dni temu szef Kontrwywiadu i Centrum Bezpieczeństwa William R. Evanina opublikował oficjalne oświadczenie, w którym stwierdził, że Chiny wkładają wysiłek w rozbudowę swoich wpływów w Waszyngtonie. „Oprócz Chin zakłócić nasze wyborcze procedury próbują też inne państwa, w tym Rosja i Iran, ale zagrożenie ze strony Pekinu zdaje się być największe” – napisał Evanina. W oświadczeniu nie ma słowa o działaniach hakerów, za to są dość enigmatyczne słowa o „wykorzystywaniu różnych narzędzi nacisku, by rzeźbić po linii własnych interesów polityczną atmosferę w USA”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.