Bezwitrynowa iluzja. O regulacji, która udaje politykę zdrowotną
W polskiej debacie o regulacjach rynku alkoholu, która w ostatnich dniach przybrała na sile, coraz częściej pojawiają się propozycje dobrze brzmiące jako slogany, lecz gorzej wypadające w konfrontacji z rzeczywistością. Jedną z nich jest koncepcja tzw. sprzedaży bezwitrynowej – rozumianej jako całkowite zasłonięcie alkoholu w punktach sprzedaży detalicznej. Zwolennicy tego rozwiązania powołują się na argumenty zdrowia publicznego oraz na rzekome przykłady z innych państw Unii Europejskiej.
Problem w tym, że gdy oddzielić deklaracje od faktów, obraz wygląda znacznie mniej przekonująco. W krajach europejskich stosuje się różne formy ograniczania ekspozycji – wydzielone strefy sprzedaży, brak widoczności z zewnątrz sklepu czy sprzedaż zza kasy. Nie ma jednak powszechnego i udokumentowanego modelu, który polegałby na całkowitym „zniknięciu” produktu z pola widzenia konsumenta w całym handlu detalicznym – i który jednocześnie przynosiłby trwałe, mierzalne efekty prozdrowotne.
Warto przy tym pamiętać o rzeczy podstawowej: punkt sprzedaży to w praktyce jedyna legalna przestrzeń komunikacji pomiędzy producentem a pełnoletnim konsumentem. Nie chodzi o reklamę, lecz o informację. Etykieta produktu zawiera dane o składzie, pochodzeniu, zawartości alkoholu, ostrzeżenia zdrowotne czy oznaczenia odpowiedzialnej konsumpcji. To dzięki nim konsument może dokonać świadomego wyboru – również wyboru produktów o niższej zawartości alkoholu lub bezalkoholowych, których popularność w ostatnich latach wyraźnie rośnie.
Zasłanianie etykiet oznacza w praktyce ograniczenie prawa do informacji konsumenckiej. Paradoks polega na tym, że regulacja przedstawiana jako prozdrowotna usuwa narzędzia, które realnie sprzyjają odpowiedzialnym decyzjom zakupowym. Zamiast wspierać świadomy wybór, zastępuje go niewiedzą.
Etykieta nie jest zresztą wyłącznie elementem handlowym. Bywa także nośnikiem kultury i sztuki. Wystarczy przypomnieć przykład Château Mouton Rothschild 1973, którego etykietę zaprojektował Pablo Picasso. Podobnie było w innych rocznikach tej winnicy – swoje prace tworzyli dla niej najwybitniejsi artyści XX w., w tym także Salvador Dalí. To symboliczne przykłady pokazujące, że w europejskiej tradycji produkt – zwłaszcza alkoholowy – funkcjonuje nie tylko jako towar, lecz także jako komunikat o jakości, pochodzeniu, tożsamości kulturowej i odpowiedzialności producenta.
Nie jest to również rozwiązanie neutralne rynkowo. Sprzedaż „zza zasłony” sprzyja utrwalaniu pozycji największych marek, które i tak są rozpoznawalne. Najbardziej tracą mali producenci – często firmy rodzinne, nowi dystrybutorzy oraz lokalne sklepy. W realiach polskiego rynku, który już dziś jest nasycony i kurczący się, oznacza to ryzyko dalszego wypychania legalnej oferty i osłabiania lokalnego handlu.
Nie można też pomijać konsekwencji fiskalnych i społecznych. Legalna sprzedaż alkoholu w Polsce spada, natomiast szara strefa pozostaje poważnym problemem – generując straty budżetowe i realne zagrożenia dla zdrowia konsumentów. Ograniczanie legalnej dostępności i informacji nie eliminuje popytu. Zmienia jedynie sposób jego zaspokojenia.
Regulacje oparte na „niewidzialności” rzadko przynoszą realne efekty. Jeśli celem jest ograniczanie szkód związanych z alkoholem, skuteczniejsze będą egzekwowanie istniejących przepisów, edukacja i realna kontrola sprzedaży nieletnim – a nie zasłanianie półek. Bezwitrynowa sprzedaż pozostaje więc przede wszystkim iluzją działania: kosztowną, nieskuteczną i potencjalnie szkodliwą.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu