Niemcy pogroziły Putinowi
Chociaż tymczasowe i podjęte przez niezależny organ, wstrzymanie certyfikacji Nord Streamu 2 jest odczytywane jako polityczna presja wobec Kremla.
Decyzję wydał niemiecki regulator. Bez uzyskania certyfikatu rosyjski gaz nie może popłynąć ukończonym już gazociągiem do Europy. Federalna Agencja ds. Sieci wczoraj uznała, że firma mająca zarządzać odcinkiem rury na niemieckim obszarze nie spełnia kryteriów niezależnego operatora przewidzianego tamtejszym prawem (a także unijnym, spod którego decyzją niemieckiego sądu NS2 nie został wyłączony). Za niemiecką część ma odpowiadać filia głównej spółki Nord Stream 2 AG z siedzibą w Szwajcarii. Niemiecki regulator ma wątpliwości co do niezależności spółki córki i z ponownym uruchomieniem procesu certyfikacyjnego dla magistrali wstrzyma się do czasu jej ukształtowania. Jest to więc decyzja tymczasowa. Po uruchomieniu firmy ostateczne rozstrzygnięcie może zapaść w ciągu czterech miesięcy, po czym decyzja zostanie przekazana do Brukseli, by oceniła ją Komisja Europejska. Wstrzymanie procesu certyfikacyjnego oznacza więc co najmniej duże opóźnienie momentu, w którym licząca 1200 km rura zacznie być użytkowana.
Postanowienie zapada w czasie kryzysu gazowego w Europie i może go jeszcze pogłębić, bo oznacza, że wbrew nadziejom nowe dostawy gazu nie popłyną nowym gazociągiem tej zimy. Wczoraj cen niebieskiego surowca na rynku znów wzrosły.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.