Niemcy nie boją się Rosji. Boją się ryzyka płynącego z Ukrainy
W USA zarówno demokraci, jak i republikanie są zgodni przynajmniej od czasów administracji Baracka Obamy, że konieczne jest wstrzymanie głębokiej integracji handlowej i technologicznej z Chinami i Rosją oraz bezkompromisowe egzekwowanie wobec nich globalnych zasad handlu, a także izolowanie i powstrzymywanie w przypadku geopolitycznej agresji. Niemcy, których 50 proc. PKB pochodzi z handlu zagranicznego, reprezentują całkowicie odmienne stanowisko. Berlin co prawda lubi globalne zasady handlu, ale jego niezrównoważona gospodarka nie pozwala mu na zerwanie z Kremlem i Państwem Środka. Sprzeciwia się więc konfliktom handlowym i militarnemu powstrzymywaniu Chin i Rosji; zamiast tego chce negocjacji i okazjonalnych sankcji.
Przekładając to na sferę energetyki: Berlin chce za wszelką cenę utrzymać współpracę w dziedzinie energetyki z Kremlem, a USA i ich europejscy sojusznicy chcą maksymalnej niezależności energetycznej ze względów bezpieczeństwa. Rosja z kolei chce reintegracji Ukrainy do swojej strefy wpływów i odmawia dalszego przesyłania gazu do Europy przez ten kraj.
W konsekwencji Berlin współpracuje z Rosją i nalega, aby to niemiecka dyplomacja koordynowała europejskie relacje energetyczne z Moskwą, nawet jeśli oznacza to wystawienie Kijowa do wiatru. Działania RFN w tej sferze są podporządkowane jednemu nadrzędnemu celowi: uniezależnienie dostaw gazu od ryzyka potencjalnego konfliktu na Ukrainie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.