Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Co się wydarzyło na daczy po marszałku Timoszence

21 grudnia 2022
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

B iałoruski prezydent Alaksandr Łukaszenka podczas spotkania w Mińsku 19 grudnia najpewniej odrzucił starania rosyjskiego prezydenta Władimira Putina, by wciągnąć Białoruś do dalszych ustępstw na drodze do rosyjsko-białoruskiej integracji (…). Kreml ponadto próbował ukryć prawdopodobne początkowe intencje Putina zakładające chęć zmuszenia Łukaszenki do dalszych koncesji dotyczących integracji” – napisał amerykański Institute for the Study of War, znany z analiz przebiegu inwazji na Ukrainę. To mocno przedwczesny wniosek.

Problem polega na tym, że analitycy ISW nie mieli prawa wiedzieć, co się właściwie stało w Mińsku. Poza serią rozmów w różnych konfiguracjach (do Mińska poza Putinem przybyli wicepremier, ministrowie dyplomacji, energetyki i obrony, a także inni urzędnicy, z których część odbywała spotkania niezależne od rozmów na poziomie głów państw) Łukaszenka, nieuznawany przez większość państw Zachodu za legalnego prezydenta, przez dwie godziny rozmawiał z Putinem w cztery oczy w rezydencji Aziorny w Gródku Ostroszyckim, a do Rosji odleciał dopiero o północy. I to willa, która przed dekadami służyła jako dacza marszałka Związku Radzieckiego Siemiona Timoszenki, była świadkiem najważniejszych ustaleń. Łukaszenka jeszcze przed spotkaniem kilka razy powtórzył, że integracyjne rokowania rządów doszły do momentu, w którym decydować mogą jedynie on sam z „Władimirem Władimirowiczem”. Już samo to nie wróżyło tradycyjnych rozmów o cenie gazu czy kredytach.

To, że podczas konferencji prasowej (ale jeszcze przed wycieczką do Aziornego) Łukaszenka i Putin mówili głównie o sprawach ekonomicznych, może faktycznie świadczyć, że niczego w kwestii pogłębienia integracji politycznej albo szerszego wciągnięcia Białorusi do agresji na Ukrainę nie ustalono. Ale nie musi. Białoruski przywódca mógł o tym porozmawiać z Wiktorem Janukowyczem, którego jesienią 2013 r. Putin na daczy w Soczi tak długo zastraszał, aż ukraiński prezydent wycofał się z planów integracji europejskiej i wziął kurs na zbliżenie z Rosją, co skończyło się rewolucją, a dla niego samego – kompromitującą ucieczką do Rostowa nad Donem. Ówczesny szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski zastanawiał się w rozmowie z Politico.com, czy Ukrainiec nie usłyszał wówczas otwartych pogróżek. – Myślę też, że Putin powiedział Janukowyczowi: „Nie podpisuj umowy [z UE], bo zabierzemy ci Krym” – mówił.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.