Coraz mniej wyboru w wyborach
Dla Kremla głosowanie lokalne było przygrywką do wyborów parlamentarnych
Wybory lokalne w Rosji potwierdziły trend: autorytaryzm się umacnia, partie koncesjonowanej opozycji mają coraz mniejszy zakres autonomii, a oczekiwania Kremla co do deklarowanej skali poparcia stale rosną. Nawet przy przykręcaniu śruby Moskwie nie udało się jednak do końca przykryć problemów, których symbolem była niska oficjalna frekwencja na okupowanym Krymie (tylko 46,8 proc.) i słaby wynik rządzącej Jednej Rosji (JeR) w tradycyjnie problematycznym Kraju Chabarowskim.
Tym razem podczas tzw. jedynego dnia głosowania Rosjanie mieli wybrać 21 głów regionów, 13 parlamentów, dwóch merów regionalnych stolic, 20 rad na tym szczeblu, a także liczne stanowiska we władzach niższego rzędu – w sumie 4135 oddzielnych kampanii wyborczych. Część wyborów odbyła się na Krymie anektowanym przez Rosję w 2014 r., który z punktu widzenia prawa międzynarodowego należy do Ukrainy. Dodatkowo obsadzono trzy mandaty w parlamencie ogólnorosyjskim. Jedyny dzień głosowania wbrew nazwie trwał trzy dni, a w niektórych regionach nawet dłużej. I nie było to jedyne nadużycie semantyczne; w opinii analityków wyborczych samo głosowanie trudno było nazwać wyborami, ponieważ kontrolę nad całym procesem sprawuje Kreml – i z wyborów na wybory pozostawia coraz mniej miejsca na realne liczenie głosów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.