Czas na przemysłową dyplomację
Wykuwanie się nowych reguł gry w europejskim przemyśle sprzyja protekcjonizmowi. Kraje „w trosce” o klimat dbają o własne interesy
Europejski Zielony Ład po liftingu ma stawiać na przemysł. Dla nowej KE przyciąganie do Unii inwestycji w produkcję technologii kluczowych dla transformacji jest numerem jeden. Ale tworzenie zrębów polityki przemysłowej UE to także okres, kiedy o najlepsze miejsce w wyścigu walczą państwa członkowskie. W przypadku sektora bateryjnego korzystną pozycję próbuje sobie zagwarantować Paryż, promując przepisy, które dadzą jego fabrykom najwięcej punktów za niski ślad węglowy. Kosztem m.in. Polski i Niemiec. Co gorsza, rozwiązania te mogą się okazać negatywnym precedensem, powielanym dla kolejnych sektorów.
Tego rodzaju rywalizacja może jednak w ostateczności zagrozić interesom UE jako całości. – Można się domyślać, że kryterium krajowego miksu energetycznego jako podstawa wyliczania śladu węglowego produkcji baterii miało służyć przeciągnięciu miejsc pracy z Polski i innych rynków środkowoeuropejskich do krajów o niższej emisyjności energii elektrycznej. W praktyce, jeśli wziąć pod uwagę np. koszty pracy w tych krajach, które miałyby skorzystać na zmianach, może się to skończyć tak, że przemysł rzeczywiście wyprowadzi się z naszego regionu, ale wybierając w zamian lokalizacje pozaeuropejskie – mówi Marek Suchodolec z Izby Gospodarczej Metali Nieżelaznych i Recyklingu, jedynej polskiej organizacji, która wzięła udział w unijnych konsultacjach publicznych kontrowersyjnego aktu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.