Ropa zablokuje zmianę
W Caracas i innych miastach padają pomniki Hugona Cháveza, ale jego duch ma się wciąż nieźle – w przeciwieństwie do szans na naprawdę suwerenną i demokratyczną Wenezuelę
Po sfałszowanych wyborach prezydenckich Wenezuelczycy wyszli na ulice, zaś Stany Zjednoczone, Unia Europejska i liczne kraje regionu próbują wywierać presję na uzurpatorską ekipę. Ta – ufna w poparcie Pekinu, Moskwy i Hawany – odpowiada represjami, a sam Nicolás Maduro w telewizyjnych wystąpieniach na zmianę cytuje Biblię, grozi i nakazuje, by jego poddani rezygnowali z WhatsAppa na rzecz innych aplikacji. Najlepiej takich kontrolowanych przez Chiny i Rosję. I na pewno nie przez Elona Muska – amerykański potentat stał się ostatnio dla reżimu symbolem wszelkiego zła. Maduro twierdzi, że to właśnie on jest odpowiedzialny za „atak na wenezuelski system wyborczy” i zachęca do „chaosu, kłamstw i przemocy”.
Krach, ale nie całkiem
Niektórzy dostrzegają w tym desperację lub nawet postępujące szaleństwo. Być może mają rację, ale to nie zmienia faktu, że na razie reżim opiera się na realnych i względnie stabilnych fundamentach, czyli poparciu resortów siłowych oraz ważnych graczy zewnętrznych, a do przejęcia władzy przez aktualną opozycję droga jeszcze bardzo daleka i trudna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.