Wenezuela w ogniu po sfałszowanych wyborach
Nicolás Maduro, który według podważanych przez obserwatorów danych miał w niedzielę zdobyć 51 proc. głosów w wyborach prezydenckich w Wenezueli, mierzy się z masowymi protestami zwolenników opozycji. Jej zdaniem wybory z 73-proc. poparciem wygrał Edmundo González, rywal ubiegającego się o trzecią kadencję następcy Hugona Cháveza.
Tysiące ludzi wyszły na ulice już w poniedziałek. Liderka opozycji María Machado, której władze nie dopuściły do kandydowania, wezwała do kontynuacji protestów. Zgodnie z latynoamerykańską tradycją wiece zdominowały wystąpienia cacerolazos, czyli demonstrantów hałasujących uderzeniami w blaszane garnki. Doszło do starć z policją, w których zginęło co najmniej siedem osób; przed pałacem prezydenckim Miraflores stróże prawa zostali obrzuceni koktajlami Mołotowa. W 250-tysięcznym Coro, stolicy stanu Falcón na wybrzeżu Morza Karaibskiego, demonstranci obalili pomnik Cháveza, który w 1999 r. założył obecną Boliwariańską Republikę Wenezueli. Lewicowe rządy początkowo doprowadziły do emancypacji biedoty, ale nieudolna polityka gospodarcza, zwłaszcza w czasach Madura, przyniosła krach i zamieniła niegdyś najbogatsze państwo Ameryki Południowej w rozsadnik chaosu i przestępczości, zmuszając co trzeciego mieszkańca do emigracji.
– Widzieliśmy to już wcześniej. Uważnie śledzimy wszystkie akty przemocy, których dopuszcza się skrajna prawica – groził Maduro, a minister obrony Vladimir Padrino obiecywał, że nie dopuści do powtórki z krwawych protestów, które wybuchały w latach 2014, 2017 i 2019. Po stronie prezydenta Wenezueli stanęli jego ideologiczni sojusznicy z Boliwii, Chin, Kuby, Rosji i Syrii. Większość państw amerykańskich, w tym Stany Zjednoczone, podważa jednak wyniki wyborów. W odpowiedzi Wenezuela zapowiedziała wydalenie dyplomatów z siedmiu państw latynoamerykańskich. Dziewięć krajów wezwało do zwołania nadzwyczajnego spotkania Organizacji Państw Amerykańskich; gremium zbierze się dzisiaj w Waszyngtonie. – Reżim Madura musi zrozumieć, że trudno uwierzyć w podawane wyniki. Chile nie uzna rezultatów, których nie da się zweryfikować – tłumaczył lewicowy prezydent Chile Gabriel Boric. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.