Cła na Pekin zależą od Donalda Trumpa
USA i Chiny miały uzgodnić odsunięcie wejścia w życie podwyższonych ceł, ale prezydent wciąż nie podpisał dokumentów
Donald Trump ma czas do 12 sierpnia na decyzję w sprawie ceł na Chiny. Jeśli amerykański prezydent nic nie zrobi i pozwoli, żeby zawieszone w maju cła weszły w życie, to taryfy wzrosną z 10 do 34 proc. Oznacza to, że efektywna stawka dla Chin podskoczy powyżej 50 proc. wobec 39 proc. obowiązujących obecnie. Według sekretarza skarbu Scotta Bessenta cła mogą wzrosnąć do dowolnego poziomu, wedle uznania prezydenta. Na zadawane od kilku dni z coraz większą intensywnością przez amerykańskie media pytania w tej sprawie Trump odmawia odpowiedzi.
„Jesteśmy w samym środku ekonomicznej gry o władzę” – napisał w komentarzu Carsten Brzeski, główny ekonomista ING, nawiązując do polityki handlowej Trumpa. Ekspert zwrócił uwagę, że pozornie sztywne terminy wyznaczane przez prezydenta okazują się bardziej elastyczne, niż się początkowo ocenia. Cła są podstawowym narzędziem w opisywanej grze. Trumpowi udało się wymusić na partnerach handlowych zaakceptowanie podwyższonych stawek ze strony USA, a Japonia, Korea Południowa i Unia Europejska zobowiązały się do zainwestowania na terenie Stanów Zjednoczonych łącznie niemal 1,5 bln dol., żeby uniknąć dalszych podwyżek. Z Chinami jest inaczej; Pekin gra w tę samą grę, ale według swoich zasad. Gdy w apogeum konfliktu handlowego w kwietniu Trump podniósł cła na chińskie towary do 145 proc., Chiny odpowiedziały tym samym. Zaporowe stawki obowiązywały przez miesiąc.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.