Kanclerz ostatniej szansy
Wielu sympatyków integracji europejskiej wiązało ze zmianą władzy w Niemczech duże nadzieje, licząc, że po długotrwałej flaucie polityka Berlina nabierze nowej jakości. Ale Friedrich Merz nie ma w ręku zbyt mocnych kart.
Mit o potędze niemieckiej gospodarki jest coraz bliższy bolesnej weryfikacji. I nie chodzi nawet o bieżące wskaźniki, choć niektóre z nich mogą Niemców niepokoić. Bardziej o problemy strukturalne – związane z tradycyjnym modelem „reńskiego kapitalizmu”, o względnie słaby rynek kapitałowy i dominację banków w roli źródła finansowania inwestycji, o kwestie demograficzne i społeczne. Do tego dochodzą wysokie ceny energii będące skutkiem lekkomyślnej rezygnacji z atomu, długotrwałego stawiania na gaz z Rosji i zbyt optymistycznych szacunków co do źródeł odnawialnych. I wreszcie: wysokie ryzyka perturbacji na istotnych rynkach eksportowych – amerykańskim i chińskim.
Pewną – niewielką – nadzieją jest dla Niemców przeniesienie punktu ciężkości na sektor zbrojeniowy (w uproszczeniu: „jeśli nie możemy już produkować z zyskiem tylu samochodów, to spróbujmy robić czołgi i amunicję”). Warto jednak zauważyć, że o ile w dziedzinie projektowania i wytwarzania innowacyjnych i konkurencyjnych volkswagenów czy mercedesów Niemcy wciąż mają mocną pozycję, o tyle z nowocześniejszymi produktami i technologiami, zwłaszcza w obszarze szeroko pojętej informatyki, nie jest tak różowo, a to na tej podstawie buduje się w nowym świecie przewagi konkurencyjne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.