Potencjał jądrowy Pakistanu pod kontrolę Amerykanów
Waszyngton negocjuje z Islamabadem porozumienie, na mocy którego amerykańscy komandosi będą chronili śmiercionośne bomby.
Wszystko po to, by uzyskać pewność, że pakistański arsenał nuklearny nie wpadnie w ręce talibów i islamistów.
Kwatera główna pakistańskiej armii w Rawalpindi niejeden raz była celem ataków talibów. Ostatni raz uderzyli 11 października: grupa bojowników przebranych za żołnierzy wdarła się na teren bazy i wzięła dziesiątki zakładników. Bitwa o ich uwolnienie trwała całą noc i kosztowała życie 23 osoby. Nad ranem armia mogła ogłosić zwycięstwo.
Kompromitacja sojuszniczego wojska zatrwożyła USA i wywołała lawinę pytań o to, czy nuklearny arsenał Pakistanu jest bezpieczny. Sytuację próbowała uspokoić sama sekretarz stanu USA Hillary Clinton. - Wierzymy, że rząd w Islamabadzie i armia mają pełną kontrolę nad bronią atomową - powiedziała dzień po zamachu. Ale jak twierdzi tygodnik The New Yorker, USA nie chcą swojego bezpieczeństwa oddawać w ręce pakistańskiego wojska i służb specjalnych, które często współpracują z talibami i islamistami. Szczególnie groźni są m.in. fundamentaliści z Hizb ut-Tahrir. - Spenetrowali wojsko i mają w nim swoje komórki - powiedział New Yorkerowi urzędnik administracji Obamy.
Dlatego, według gazety, Pentagon powołał już oddział, który ma reagować w przypadku zagrożenia pakistańskiego arsenału. Raz został postawiony na nogi - w lipcu wywiad przechwycił informację o utracie kontroli nad jednym z elementów pakistańskiej bomby. Zanim je zweryfikowano, zespół dotarł do Dubaju. New Yorker ujawnił, że amerykańska administracja negocjuje teraz z pakistańską armią specjalne porozumienie. Zakłada ono, że komandosi US Army będą mogli wspomóc Islamabad w ochronie arsenału nuklearnego liczącego od 80 do 100 bojowych głowic.
I tu Amerykanie natrafili na najtwardszy opór. Wojskowi z Islamabadu posądzają Waszyngton, że pod pozorem współpracy próbuje przejąć kontrolę nad pakistańską bronią atomową. - Działamy, by pomóc Pakistańczykom, ale poszerzamy także własną oś bezpieczeństwa - zaznacza w rozmowie z New Yorkerem były wysoki urzędnik CIA. Z jego informacji wynika, że w razie zagrożenia Amerykanie chcą rozbroić pakistański arsenał przez przejęcie zapalników, które są małe i łatwe w transporcie. W dokładnych planach wyliczono nawet, ile sztuk można zmieścić na pokładzie jednego samolotu C-17.
Na taki układ nie chce się zgodzić pakistańska armia, choć egzystuje dzięki pomocy USA. Tylko przez osiem lat prezydentury George’a W. Busha Islamabad dostał 23 mld dol. Wojskowi przejęli 80 proc. z tych pieniędzy. - Jeśli spróbujecie odebrać nam kontrolę nad arsenałem atomowym, poniesiecie klęskę - mówi New Yorkerowi wysoki rangą pakistański wojskowy.
Na dodatek część najwyższego dowództwa pakistańskiej armii podejrzewa USA o współpracę z wrogimi im Indiami, które dążą do osłabienia Pakistanu.
- Wywiady Indii oraz USA pozostają w kontakcie, ale nie współpracują - mówi w rozmowie z nami Mac Destler z Uniwersytetu w Maryland. Na takie zapewnienia pakistańscy wojskowi pozostają jednak głusi. A to oznacza, że arsenał jądrowy Islamabadu pozostanie łakomym kąskiem dla talibów oraz innych islamistów walczących z Wielkim Szatanem.
@RY1@i02/2009/219/i02.2009.219.000.010a.101.jpg@RY2@
Potencjał wojskowy Indii i Pakistanu
Paweł Wysocki
pawel.wysocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu