Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Irlandzkie "tak" dla Lizbony. Ale to nie koniec problemów traktatu

2 lipca 2018

W powtórzonym referendum Irlandczycy opowiedzieli się za przyjęciem traktatu lizbońskiego.

Do jego wejścia w życie potrzeba już tylko podpisów prezydentów - Polski Lecha Kaczyńskiego i Czech Vaclava Klausa. Problem jednak w tym, że Klaus na razie nie zamierza podpisywać Lizbony. A brytyjscy konserwatyści, którzy w przyszłym roku najpewniej przejmą władzę w Londynie, dążą do zorganizowania u siebie referendum podobnego do tego w Irlandii. Według analityków Brytyjczycy w ewentualnym głosowaniu mogą powiedzieć Lizbonie "nie".

Na głównej ulicy Dublina - O’Connell Street - przeciwnicy Lizbony do końca rozdawali ulotki wzywające do odrzucenia traktatu. Ale ani argumenty skrajnej lewicy o rzekomej militaryzacji Irlandii, ani konserwatywnych grup o tym, że Unia Europejska zmusi kraj do legalizacji aborcji, nie zadziałały. Według ogłoszonych w sobotę wieczorem wyników, 67,1 proc. głosujących poparło traktat, przeciwnych było 32,9 proc. Oznacza to, że w porównaniu z zeszłorocznym referendum liczba zwolenników Lizbony zwiększyła się o ponad 20 pkt proc. Na 42 okręgi wyborcze przegrali oni tylko w dwóch - najbardziej wysuniętych na północ Donegal South East i Donegal North West - i to w obu minimalnie.

- Irlandczycy wypowiedzieli się jasnym i donośnym głosem. To wielki dzień dla Irlandii i wielki dzień dla Europy. Irlandczycy pokazali, że przyszłość Irlandii związana jest z Europą - mówił w sobotę po ogłoszeniu wyników na zamku w Dublinie premier Brian Cowen. Dla samego Cowena to też był ważny dzień, bo w przypadku porażki opozycja z pewnością zażądałaby jego dymisji. Irlandczycy powszechnie obwiniają rząd o to, że nie zapobiegł potężnemu kryzysowi gospodarczemu, który trawi najdynamiczniejszą do niedawna gospodarkę zachodniej Europy. W podobnie entuzjastycznym jak Cowen tonie wypowiadali się europejscy politycy. - Moje przesłanie jest dziś bardzo proste: dziękuję, Irlandio. Irlandczycy powiedzieli przekonujące "tak" dla Europy. Jestem ogromnie szczęśliwy z powodu wyniku referendum - mówił szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso. - To ważne zwycięstwo dla Irlandii i Europy - dodawał Carl Bildt, minister spraw zagranicznych Szwecji, która obecnie przewodniczy Unii.

Ale ich radość może być przedwczesna. Do ratyfikacji traktatu brakuje jeszcze podpisów Lecha Kaczyńskiego i Vaclava Klausa. Polski prezydent zapowiedział, że zrobi to w ciągu kilku dni, w Czechach jednak ratyfikacja może potrwać jeszcze kilka miesięcy. Grupa czeskich senatorów zwiazana z eurosceptycznym prezydentem Klausem skierowała w czwartek dokument do trybunału konstytucyjnego, który może go rozpatrywać nawet do pół roku. - Kwestia (ratyfikacji traktatu lizbońskiego) na dziś nie istnieje. Dopóki trybunał konstytucyjny czegoś nie zdecyduje, mam zakaz - komentował irlandzkie wyniki Klaus.

Na dodatek traktat może napotkać jeszcze jedną przeszkodę. David Cameron, lider brytyjskiej Partii Konserwatywnej, która według wszelkiego prawdopodobieństwa najpóźniej wiosną obejmie władzę, znajduje się pod coraz większą presją ze strony członków własnego ugrupowania. Domagają się oni, żeby Cameron rozpisał referendum w sprawie traktatu, niezależnie od tego, czy będzie on już obowiązywał czy nie. Wczoraj na łamach "The Sunday Times" wezwał do tego kontrowersyjny burmistrz Londynu Boris Johnson. Cameron nieraz obiecywał, że jeśli traktat nie wejdzie w życie zanim on obejmie rządy, zorganizuje głosowanie. W takim przypadku stało by się ono de facto głosowaniem nad pozostaniem lub opuszczeniem Unii przez Wielką Brytanię. Na rozpoczynającej się dziś w Manchesterze dorocznej konwencji konserwatystów eurosceptycy będą się domagać od Camerona jasnej deklaracji w sprawie Lizbony. Jak podał w sobotę dziennik "The Independent", mogą oni zorganizować nawet wewnątrzpartyjną rebelię przeciw swojemu liderowi. Cameron stanąłby wówczas przed wyjątkowo trudnym wyborem: albo przyjmie rolę tego, który pogrzebie traktat lizboński i wyprowadzi kraj z UE, albo pożegna się z niemal pewnym stanowiskiem premiera.

@RY1@i02/2009/194/i02.2009.194.000.012a.001.jpg@RY2@

Jak powstawała Konstytucja Unii Europejskiej

@RY1@i02/2009/194/i02.2009.194.000.012a.002.jpg@RY2@

AP

Premier Irlandii Brian Cowen

W Czechach ratyfikację umowy z Lizbony blokuje eurosceptyczny prezydent Vaclav Klaus

@RY1@i02/2009/194/i02.2009.194.000.012a.003.jpg@RY2@

Reuters/Forum

Vaclav Klaus

Czeski parlament był ostatnim w UE, który zajął się ratyfikacją traktatu. Izba Poselska przyjęła go w lutym, a Senat w maju tego roku. W obu przypadkach przeszedł on znaczną większością głosów.

Do zakończenia procesu ratyfikacji potrzeba jeszcze podpisu Vaclava Klausa, który kilka razy mówił, że nie zrobi tego do czasu irlandzkiego referendum, na dodatek według czeskiej konstytucji prezydent nie jest zobligowany do posłuchania parlamentu.

Czeskie problemy z ratyfikacją wynikają bezpośrednio z nieskrywanego eurosceptycyzmu Klausa i części deputowanych z jego Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS). Klaus uważa, że traktat lizboński (podobnie jak i samo członkowstwo w UE) oznacza przekazanie zbyt wielu uprawnień biurokratom z Brukseli, ogranicza swobody obywatelskie, zaś sama Unia w zbyt dużym stopniu kontrolowana jest przez największe państwa. Kilka razy wprawił on w konsternację pozostałych przywódców Unii, mówiąc, że jest ona takim samym zagrożeniem, jakim kiedyś był Związek Sowiecki. Wezwał także do rozwiązania Unii i zastąpienia jej układem o wolnym handlu. W miniony czwartek grupa 17 senatorów ODS złożyła wniosek do trybunału konstytucyjnego o zbadanie, czy traktat lizboński tworzy postawy prawne do powstania unijnego superpaństwa, co byłoby sprzeczne z czeską konstytucją.

Eurosceptycyzmu Klausa nie podzielają Czesi ani nawet wyborcy ODS. Zdecydowana większość mieszkańców popiera członkostwo kraju w UE, a także - choć już w mniejszym stopniu - sam traktat lizboński. Według sondażu przeprowadzonego przy okazji czeskiej prezydencji, 64 proc. ankietowanych jest za ratyfikacją Lizbony. W podobnym badaniu przeprowadzonym w połowie zeszłego roku 53 proc. Czechów było temu przeciwnych.

Torysi, sprzeciwiając się traktatowi, bazują na niechęci Brytyjczyków do Unii Europejskiej

@RY1@i02/2009/194/i02.2009.194.000.012a.004.jpg@RY2@

Reuters/Forum

David Cameron

Brytyjski parlament ratyfikował traktat lizboński w maju (Izba Gmin) i czerwcu (Izba Lordów) zeszłego roku. Nie obyło się bez problemów, bo przeciw Lizbonie głosowali nie tylko opozycyjni konserwatyści, ale także kilkudziesięciu posłów rządzącej Partii Pracy.

Choć formalnie proces ratyfikacji został zakończony, może ona jeszcze spowodować upadek całego traktatu. Lider konserwatystów David Cameron, który wiosną przyszłego roku najprawdopodobniej przejmie władzę, zapowiedział, że jeśli do tego czasu traktat nie zostanie ratyfikowany, zorganizuje on referendum. To niemal na pewno oznacza jego odrzucenie.Niechęć Brytyjczyków do traktatu lizbońskiego wynika z tradycyjnej podejrzliwości, z jaką traktują UE. Brytyjczycy uważają ją za instytucję nadmiernie zbiurokratyzowaną, próbującą wszystko kontrolować, zmuszającą ich do porzucania wielu tracycji, a na dodatek kontrolowaną przez Francję i Niemcy. Nawet Tony Blair, najbardziej proeuropejski premier w historii tego kraju, nie próbował przekonać swoich rodaków do rezygnacji z funta i przystąpienia do strefy euro, gdyż sprzeciw wobec takiego pomysłu jest zbyt duży. Na dodatek w kraju, który nie ma spisanej w formie jednolitego dokumentu konstytucji, traktat lizboński jest traktowany jako element tworzenia europejskiego superpaństwa, czemu Brytyjczycy są z zasady przeciwni. Według sondaży zdecydowana większość Brytyjczyków chciałaby głosowania w sprawie traktatu lizbońskiego. Co więcej, mając do wyboru brak referendum albo wystąpienie kraju z Unii Europejskiej, większość wybrałaby opuszczenie Unii. David Cameron nie jest tak eurosceptyczny w swoich poglądach, bo opowiada się za istnieniem Unii i pozostaniem w niej, jest jednak przeciwny dalszej integracji politycznej i wolałby, by jej podstawą była raczej strefa wspólnego handlu.

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.