Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Kończy się wielka koalicja

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Czas niemieckiej wielkiej koalicji wydaje się dobiegać końca. Zgodnie z wynikami opublikowanych wczoraj badań opinii publicznej następny rząd będą mogli sformować wspólnie chadecy z CDU/CSU oraz liberałowie z FDP.

Obie te partie razem mogą zdobyć niemal połowę głosów w zaplanowanych na najbliższą niedzielę wyborach do Bundestagu. Nie jest to jednak większość bezwzględna.

Opublikowany wczoraj w największym niemieckim dzienniku "Bild" sondaż - przeprowadzony przez instytut Forsa na zlecenie telewizji RTL - daje chadekom 36 proc. poparcia. Według tego samego badania liberałowie mogą liczyć na kolejne 12 proc. Obie partie cieszą się więc stosunkowo stabilnym poparciem (w porównaniu do rezultatów badań z ubiegłego tygodnia chadecy stracili raptem 1 proc. zwolenników) i niewiele wskazuje na to, by do niedzieli miało się coś zmienić. Nie jest też tajemnicą, że Angela Merkel marzy o tym, żeby pozbyć się wyraźnie ciążącego jej socjaldemokratycznego koalicjanta, SPD, a zwłaszcza jej kandydata na kanclerza i obecnego ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera. Merkel ma nadzieję, że będzie mogła powrócić do tradycyjnego sojuszu z liberałami.

Współtworząca z CDU/CSU obecny rząd socjaldemokracja może według tego samego badania liczyć na głosy 26 proc. wyborców. Inne liczące się partie - Zieloni oraz złożona z postkomunistów i uciekinierów z SPD Lewica (Die Linke) - uzyskują z kolei odpowiednio 11 i 10 procent poparcia. Teoretycznie oznaczałoby to, że blok lewicowy ma równie wielkie szanse stworzenia nowego gabinetu. Tyle że osobiste animozje między wywodzącymi się z grona socjaldemokratów liderami Lewicy, zwłaszcza Oskarem Lafontainem, a dawnymi kolegami oraz wyraźny odchył Die Linke w lewo praktycznie uniemożliwiają deputowanym Lewicy nawiązanie bliskiej współpracy z socjaldemokratami.

Paradoksalnie w obecnej sytuacji szampana na niedzielną noc mogą szykować wyłącznie liberałowie. Przyczyna jest prosta - SPD i Zieloni zabiegają o ich poparcie dla tzw. koalicji świateł drogowych (od partyjnych kolorów: czerwonego dla SPD, żółtego dla liberalnej FDP oraz zielonego dla Zielonych). W kuluarach niemieckiego parlamentu trwają więc gorączkowe polityczne konsultacje co do tego, kto ma liberałom więcej do zaoferowania.

W takiej sytuacji liczy się każdy punkt procentowy poparcia, a napięcie na półmetku ospałej dotychczas kampanii rośnie w postępie geometrycznym. - Coś się dzieje. W ciągu ostatnich kilku dni dostaliśmy wiatr w żagle - mówił niedawno reporterom Frank-Walter Steinmeier, zagrzewając swój elektorat do głosowania. Z kolei kanclerz Merkel odbyła niedawno sentymentalną podróż kolejową z Bonn (dawnej stolicy Republiki Federalnej Niemiec) do Berlina śladami pierwszego powojennego kanclerza Konrada Adenauera, co miało wywołać u starszych wyborców dobre skojarzenia.

Choć szefowa rządu bierze w ostateczności pod uwagę możliwość przedłużenia życia koalicji z Socjaldemokratyczną Partią Niemiec, otwarcie ostrzega też rodaków, że wielka koalicja oznacza, że w sytuacji kryzysu gospodarczego gabinet w Berlinie ugrzęźnie w bezsensownych sporach i impasie. Potrafiła też dobitnie pokazać swoją niechęć do koalicjanta w debacie telewizyjnej. - Sądzę, że lepiej dla demokracji jest, kiedy wielkie koalicje nie są jednak normą - powiedziała.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.