Europa postraszy USA przed G20
Jeżeli Stany Zjednoczone nie zgodzą się na ściślejsze regulacje rynku finansowego, UE wprowadzi je bez oglądania się na reakcję Waszyngtonu
Unia Europejska przygotowuje się do starcia z Ameryką na przyszłotygodniowym szczycie G20 w Pittsburghu. Szefowie rządów państw Wspólnoty zapowiadają wprowadzenie własnych restrykcyjnych planów regulacji rynków finansowych niezależnie od tego, czy USA taki pomysł zaakceptują, czy nie.
Wczoraj na szczycie w Brukseli przywódcy państw UE mieli ustalić wspólne stanowisko "27" na rozpoczynający się w przyszły czwartek szczyt G20. Wystąpienia szefów unijnych rządów zaplanowano na późne godziny wieczorne. Jednak jeszcze przed rozpoczęciem spotkania czołowi europejscy politycy zadbali o to, by w kierunku Waszyngtonu popłynął z Brukseli jasny sygnał.
- Wierzę, że szczyt w Pittsburghu zakończy się sukcesem, ale jeśli Amerykanie będą przeciwstawiać się naszym planom, pójdziemy swoją drogą bez oglądania się na ich zgodę - komentował w niemieckim radiu publicznym Deutschlandfunk premier Luksemburga i przewodniczący nieformalnej grupy skupiającej rządy państw grupy euro Jean-Claude Juncker. W podobnym tonie wypowiadał się również prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Zagroził nawet Amerykanom opuszczeniem sali obrad, jeśli będą "rozwadniali porozumienie".
Kością niezgody jest przede wszystkim forsowany od kilku tygodni przez Francję i Niemcy postulat ograniczenia premii dla menedżerów bankowych. Berlin i Paryż chcą rozbić w ten sposób mechanizm napędzający ryzykowne decyzje spekulacyjne, które w czasie hossy przynoszą krociowe zyski. - Nie jesteśmy przeciwko nagrodom dla menedżerów, ale musimy wymusić większą odpowiedzialność. Na przykład skoro za dobre wyniki są nagrody, to za złe muszą czekać na ryzykantów finansowe kary - mówił Juncker.
Takie plany nie podobają się jednak Amerykanom. - Biały Dom jest przeciwny wyznaczaniu górnych granic nagród dla menedżerów - powiedział w czwartek nad ranem czasu polskiego doradca Baracka Obamy ds. finansowych Mike Froman. Znajdujący się pod presją własnego lobby finansowego amerykański prezydent uważa, że uderzenie bankierów po kieszeni może spowodować ucieczkę z Wall Street najbardziej kreatywnych z nich. - Istnieją poważne wątpliwości, czy uda się zmusić kraje, takie jak Chiny czy Indie, do egzekwowania podobnych regulacji. Europejski plan może pozostać tylko na papierze - mówi nam niemiecki ekonomista Thomas Klau.
Zdaniem polskiego ministra ds. europejskich Mikołaja Dowgielewicza w Pittsburghu osiągnięty zostanie jednak kompromis między USA a Europą. - Europejskie propozycje są umiarkowane i elastyczne. W ostatecznym rozrachunku powinny zostać przyjęte przez Amerykanów. Traktowałbym wojownicze wypowiedzi niektórych europejskich polityków jako część strategii negocjacyjnej i element nacisku na USA - mówi nam Dowgielewicz.
Co jeszcze UE wpisze do wspólnego stanowiska
Ambicją Brukseli jest usprawnienie międzynarodowej kontroli finansowej, która istniała już wprawdzie w momencie wybuchu kryzysu jesienią ubiegłego roku, lecz w ostatecznym rozrachunku okazała się zupełnie nieskuteczna. Najnowszym pomysłem jest powołanie specjalnej rady złożonej z polityków wysokiego szczebla, którzy będą monitorować globalne przepływy kapitału, a ich głos ma być słyszalny w najważniejszych stolicach i centrach finansowych. Innym pomysłem jest zwiększenie obowiązkowego kapitału, którym muszą dysponować banki chcące przeprowadzać najbardziej ryzykowne transakcje.
Bruksela postuluje, by dokonywało się to w sposób skoordynowany i było zapowiadane z odpowiednim wyprzedzeniem. W projekcie wspólnego europejskiego stanowiska na szczyt w Pittsburghu ma znaleźć się też wezwanie, by USA bardziej zaangażowały się w przygotowanie porozumienia klimatycznego.
rw
Rafał Woś
rafal.wos@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu