Lewica nie zablokowała nominacji
Jose Manuel Barroso po raz drugi będzie kierował pracami Komisji Europejskiej. Choć w ostatnich tygodniach centrolewicowe ugrupowania w Parlamencie Europejskim ostro krytykowały Portugalczyka za bierność w obliczu kryzysu, ostatecznie wczoraj w Strasburgu poparła go bezwzględna większość deputowanych.
- Jeśli chcecie silnej Komisji Europejskiej, która jest zdolna od czasu do czasu przeciwstawić się krajom członkowskim, przeciwstawić się narodowym egoizmom, musicie dać tej Komisji silne poparcie - apelował dzień wcześniej do posłów Barroso. Ostatecznie padły za jego kandydaturą 382 głosy. To nieco więcej, niż wynosi bezwzględna większość (359). Zgodnie z traktatem nicejskim kandydatowi wystarczyło poparcie zwykłej większości 718 deputowanych obecnych na sali.
Głosowanie było tajne. Wiadomo jednak, że murem za Barroso stanął największy w europarlamencie klub - chadecy (Europejska Partia Ludowa EPP, z której wywodzi się sam Barroso).
"Za" mieli głosować także liberałowie, choć ich przewodniczący, były belgijski premier Guy Verhofstadt, ma osobiste porachunki z obecnym szefem Komisji (to Barroso ostatecznie pozbawił go w 2004 r. wydawało się już pewnej nominacji do kierowania KE). Portugalczyk otrzymał też poparcie tam, gdzie go specjalnie nie oczekiwał: od eurosceptycznej grupy Europejskich Konserwatystów, w skład której wchodzi PiS.
W tej sytuacji do odrzucenia kandydatury dotychczasowego szefa unijnej egzekutywy nie wystarczyły już głosy Zielonych, którzy prowadzili od wielu miesięcy kampanię na "nie", i socjalistów.
jbie, rw
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu