Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Jak nie kończyć wojen

17 października 2025
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

„Nikt w historii nie zakończył ośmiu wojen w ciągu dziewięciu miesięcy. A ja zakończyłem osiem wojen” – chełpił się niedawno prezydent USA. Najprawdopodobniej policzył także konflikty (niekoniecznie zbrojne), w których rozwiązanie angażowała się amerykańska administracja jeszcze podczas jego pierwszej kadencji. Na przykład napięcia pomiędzy Serbią a Kosowem. Faktycznie, w 2020 r. oba kraje pod presją USA podpisały umowę o normalizacji stosunków gospodarczych, jednak od tego czasu doszło między nimi do licznych incydentów, które wcale nie wskazują na zakończenie sporu. W poszukiwanie pokojowych rozwiązań zaangażowanych jest wiele państw. Przynajmniej jedno, czyli Rosja, działa zaś w kierunku dokładnie przeciwnym. Podobnie jest z konfliktem Egiptu i Etiopii – owszem, Amerykanie mieli swój udział w wynegocjowaniu porozumienia między tymi państwami w roku 2019, jednak nie zostało ono ostatecznie podpisane. Pokój nadal wisi tam na włosku i nic nie wskazuje na to, by w trakcie swej drugiej kadencji Trump w ogóle poważnie zajmował się tą kwestią (mimo wyraźnych próśb Kairu).

W przypadku Indii i Pakistanu oraz Kambodży i Tajlandii presja Białego Domu niedawno faktycznie zapobiegła eskalacji działań zbrojnych. Zainteresowane strony jednak różnie oceniają rzeczywisty wpływ akurat tego czynnika na ich decyzje. Ponadto jest oczywiste, że to tylko chwilowa pauza w działaniach, bo strategiczne rozbieżności nie zniknęły. Pakistan i Indie nadal szykują się do kolejnych kampanii, zaś podpisanie porozumienia Kambodży i Tajlandii jest dopiero w planach. Kraje regionu mają nadzieję, że nastąpi to pod koniec października przy okazji szczytu ASEAN, być może w obecności prezydenta Trumpa, ale trudne, wielostronne negocjacje wciąż trwają i w gruncie rzeczy nic nie jest przesądzone.

Jeszcze inny przypadek to konflikt Armenii i Azerbejdżanu. Trump nie tyle go zakończył, ile ułatwił pogodzenie się Ormian z całkowitą porażką na polu walki i utratą Górskiego Karabachu. Porzuceni przez słabnącą Rosję, stojący wobec azerskiej przewagi militarnej (z Turcją w tle) de facto i tak nie mieli innego wyjścia. Trzeba jednak przyznać, że amerykański patronat i obietnice większego zaangażowania – przede wszystkim ekonomicznego – USA pozwoliły przetrwać tę klęskę względnie prozachodniemu premierowi Paszinianowi, a politycy rządzący Armenią i Azerbejdżanem, licząc na własne korzyści przy spodziewanej przebudowie relacji geostrategicznych na południowym Kaukazie, solidarnie obwieszczają dzisiaj „decydującą rolę” prezydenta USA w zawarciu pokoju, nazywając np. planowany korytarz transportowy z Turcji do Azerbejdżanu, omijający terytoria Iranu, „drogą Trumpa do międzynarodowego pokoju i dobrobytu”. To pompatyczne, bez wątpienia miłe uszom lokatora Białego Domu, ale dość dalekie od realiów. Ta droga będzie długa i kręta.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.