Prawica ma się nieźle. Na razie
O ile europejska centrolewica zamalowała w drugiej połowie lat 90. kontynent na różowo, to druga połowa pierwszej dekady nowego stulecia należała do prawicy.
Europejską politykę zdominował tercet konserwatywny - Angela Merkel, Nicolas Sarkozy i Silvio Berlusconi. Obecnie jednak cała ta trójka ma problemy. Uprawnione zatem staje się pytanie: czy dominacja prawicy dobiega końca?
Sarkozy, prezydent Francji, stał się przedmiotem lepkich oskarżeń o domniemane związki jego kolegów z rządu i jego samego z fortuną Liliane Bettencourt, spadkobierczyni imperium L’Oreal, podejrzewaną obecnie o unikanie płacenia podatków. Sarkozy miał ponoć przyjąć 150 000 euro datku na swoją kampanię wyborczą w 2007 roku - sumę 20 razy przekraczającą dopuszczalne maksimum. Pałac Elizejski zaprzecza tym oskarżeniom, ale atmosfera towarzysząca tej historii jeszcze bardziej osłabiła i tak spadającą popularność prezydenta.
Silvio Berlusconi rzucił wyzwanie politycznemu establishmentowi swojego kraju jakieś 20 lat temu - było mu łatwiej ze względu na ogromny majątek, potężne imperium medialne i upadek dominującej niegdyś po prawej stronie sceny politycznej chadecji. To, w połączeniu z ekstrawaganckimi skandalami i słabością lewicy, zapewniało mu władzę. To przedstawienie zdaje się jednak zmierzać ku końcowi. Dwaj ministrowie odeszli w ciągu dwóch miesięcy z jego rządu w atmosferze oskarżeń o korupcję lub defraudację (którym zdecydowanie zaprzeczają). Gianfranco Fini, niegdyś bliski sojusznik i przewodniczący parlamentu, przeszedł teraz do otwartej i wrogiej opozycji. Starł się też prawdopodobnie z ministrem finansów, Giulio Tremontim, w sprawie niepopularnego pakietu oszczędnościowego.
Ostatnia członkini tego trio jest równie wyobcowana w establishmencie swojego kraju. Zdolności Angeli Merkel do mediowania i zawierania kompromisu, w czasach gdy przewodziła wielkiej koalicji Socjaldemokratów z SPD ze swoją Unią Chrześcijańsko- -Demokratyczną (CDU), były prawdopodobnie spuścizną po jej pochodzeniu córki pastora w komunistycznych wschodnich Niemczech. Dziś, gdy prawicowa koalicja wymaga spektakularnych osiągnięć, te cechy działają na jej niekorzyść. Stopniowy sukces gospodarczy nie przesłonił odrazy, jaką wielu Niemców poczuło na myśl o konieczności ratowania Grecji.
Czy nieszczęścia spotykające najważniejszych liderów oznaczają, że hegemonia prawicy w Europie się kończy? Być może. Problemy francusko- -niemiecko-włoskiego trio biorą się z natury ich politycznego sukcesu. Wszyscy na swój sposób rzucili wyzwanie partyjnemu establishmentowi. Teraz, w trudniejszych czasach, podnosi on głowy, powodowany obawą o utratę statusu i władzy. Wszystkim grozi to, że zostaną poproszeni o odejście. Wszyscy mogą się jednak cieszyć z faktu, że lewica w ich krajach nie ma doświadczonego i atrakcyjnego lidera. Dopóki to się nie zmieni, centroprawica w Europie będzie miała tylko takie problemy.
Tłum. tk
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
John Lloyd
publicysta "The Financial Timesa"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu