Jak Igor Sieczin pozycję sobie wyrąbał
Jest drugą osobą w Rosji, po premierze Putinie i przed prezydentem Miedwiediewem
Rosyjski wicepremier Igor Sieczin to człowiek walki. Walczył w Mozambiku z prawicową partyzantką, potem z Jukosem Michaiła Chodorkowskiego, a ostatnio wyrósł na głównego adwersarza prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Przez lata wyrąbał sobie pozycję nieformalnego lidera frakcji resortów - a jakże - siłowych i osobistości numer trzy we współczesnej Rosji.
- Tak naprawdę Rosją nie rządzi tandem Władimir Putin - Dmitrij Miedwiediew, ale trio z Sieczinem - mówi nam Władimir Pribyłowski, politolog i znawca rosyjskich powiązań politycznych. W listopadzie amerykański "Forbes" uznał Sieczina za 42. najbardziej wpływowego człowieka świata. Daleko za trzecim na liście Putinem, ale o jedno miejsce przed szefem państwa. - To nie przypadek, bo faktyczna hierarchia władzy w Rosji nie odpowiada formalnej. Sieczin pełni rolę premiera przy de facto prezydencie Putinie, a Miedwiediew jest u nich wicepremierem ds. prawnych - ciągnie Pribyłowski.
- Pracował za granicą - w Mozambiku i Angoli. Głównie walczył - opowiadał obecny premier Władimir Putin w wydanym w 2000 r. wywiadzie rzece. - Potem trafił do ispołkomu Lensowietu (czyli - rozszyfrowując sowiecką nomenklaturę - komitetu wykonawczego leningradzkiej rady miejskiej - red.). Pracował ze mną w oddziale protokolarnym. Kiedy zostałem zastępcą mera i zbierałem swój aparat, wielu sprawdziłem, a Sieczin mi się spodobał. W 1992 - 1993 r. zaproponowałem mu pracę dla mnie - wspominał.
W ten sposób Putin zdradził niechcący prawdziwą rolę Sieczina w Afryce, bo oficjalnie do dziś utrzymuje się, że młody, dwudziestokilkuletni filolog romanista był w Angoli tłumaczem. W rzeczywistości jednak - jak ustalił "Kommiersant" - Sieczin był rezydentem sowieckiego KGB w Angoli i Mozambiku. Te dawne portugalskie kolonie były w latach 80. rządzone przez marksistowskie reżimy zmagające się z proamerykańskimi partyzantami. Sieczin poznał w Mozambiku Wiktora Buta, legendarnego handlarza bronią, który po upadku ZSRR zaopatrywał m.in. talibów, libański Hezbollah, Amerykanów w Iraku i krwawego przywódcę Liberii Charlesa Taylora. Amerykański instytut analityczny Stratfor twierdzi nawet, że obecny wicepremier był kluczową postacią w szmuglu sowieckiego uzbrojenia dla skrajnie lewicowych formacji zbrojnych w Ameryce Łacińskiej i Afryce.
Po zakończeniu przygody na Czarnym Lądzie Sieczin dostał posadę na uniwersytecie w Leningradzie. Z perspektywy czasu widać, że lepiej trafić nie mógł. Jego zwierzchnikiem był Jurij Mołczanow, u którego karierę po powrocie z NRD zaczynał też młody Władimir Putin. Z czasów KGB zostały mu jednak niektóre zwyczaje, jak trzymanie na biurku dokumentów tekstem do dołu.
Obaj panowie poznali się jednak później jako wysłannicy Lensowietu na delegacji do Brazylii. Na miejscu Igor Iwanowicz, dzięki wyniesionej z uniwersytetu perfekcyjnej znajomości portugalskiego, mógł pełnić rolę przewodnika Władimira Władimirowicza. Po powrocie do Rosji role się odwróciły i to Putin ciągnął za sobą kolegę z Petersburga. - Sieczin był jego prawą ręką, to on decydował, kogo umawiać z Putinem, a kogo nie - opisuje Boris Reitschuster, niemiecki publicysta mieszkający w Moskwie. Za prezydentury Putina Sieczin został szefem jego administracji, za jego premierostwa został pierwszym zastępcą. Ale nie uprzedzajmy wydarzeń.
Sieczin nie jest ulubieńcem mediów. Zawsze wolał rolę szarej eminencji, działał z ukrycia, wolał podpowiadać i inspirować. - Nikt go nie zna, prawie nigdy nie udziela wywiadów - mówi Pribyłowski. - Z drugiej strony uwielbia luksus. W czasach współpracy z Putinem w leningradzkim ratuszu dochodziło do zabawnych sytuacji, gdy wizytujący urząd goście mylili obu panów, zbytnio sugerując się ich wyglądem - dodaje Reitschuster. - Putin nosił tanie garnitury i przeciętne nesesery, a Sieczin lubił podkreślić swój status finansowy markowym ubraniem - mówi. Obecny wicepremier, jako jedyny rosyjski polityk, nigdy nie rozstaje się z krawatem, nawet w trakcie wielogodzinnych lotów samolotem. Według oficjalnych deklaracji w 2009 r. Sieczin zarobił w sumie prawie 4,4 mln rubli (480 tys. zł), posiada też 1415-metrową willę, połowę 237-metrowego mieszkania, ziemię o łącznej powierzchni 7 tys. mkw. i samochód Subaru Legacy. Mało kto wierzy, że to jego cały majątek.
Według niektórych komentatorów to właśnie z żądzy zysku Sieczin rozbił imperium Jukosu, na którego czele stał Michaił Chodorkowski. - Zorganizował pierwszą sprawę przeciwko mnie z zachłanności. Nie wiem, jak mu się udało przekonać szefa. Może Putin naprawdę sądził, że organizuję przeciwko niemu spisek - opowiadał więziony do dziś były oligarcha brytyjskiemu "Sunday Timesowi" w 2008 r. W istocie Sieczinowi przypisuje się m.in. zapoznanie Putina z tekstem analityka Stanisława Biełkowskiego "W Rosji szykuje się oligarchiczny przewrót", w którym autor zapowiadał próbę przejęcia władzy przez wielki biznes. Jak twierdzi były premier, a obecnie opozycjonista Michaił Kasjanow, Putin podjął decyzję o rozprawie z Jukosem po tym, jak usłyszał, że szef koncernu finansuje opozycyjnych komunistów. Później - nazwany Darthem Vaderem rosyjskiej polityki - Sieczin koordynował działania resortów siłowych i prokuratury, które zakończyły się przejęciem przez państwo majątku Jukosu.
Właśnie wówczas Sieczin zaczął być postrzegany jako lider "piterskich czekistów" (od "Pitra", jak określają swoje miasto petersburżanie). To ludzie struktur siłowych, niekoniecznie rodem z miasta nad Newą, którzy w czasach Putina zajęli kluczowe pozycje w strukturach państwowych Rosji. W skład frakcji siłowików wchodzą takie persony, jak szef Służby Wywiadu Zewnętrznego Michaił Fradkow, dyrektor Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandr Bortnikow czy wiceszef Gazpromu Aleksandr Miedwiediew.
Do przyjaciół Sieczina zalicza się też wszechwładnego mera Moskwy Jurija Łużkowa, miliardera Michaiła Fridmana, a nawet patriarchę Moskwy i Wszechrusi Cyryla. Córkę Ingę zaś wydał za mąż za dawnego prokuratora generalnego Władimira Ustinowa, który dziś reprezentuje prezydenta na rosyjskim Kaukazie. - W ten sposób jeden członek rodziny podał Chodorkowskiego do sądu, a drugi go osądził. I nawet specjalnie się z tym nie kryją - komentuje Reitschuster.
Sam Sieczin nie przyznaje się do tak rozległego zaplecza. - To bardziej mit niż rzeczywistość. W Rosji słowa "siłowik" nie używa się zbyt często. Weźmy Johna McCaina (republikańskiego kandydata na prezydenta USA w 2008 r. - red.), on też jest siłowikiem. Czy powinniśmy traktować go inaczej niż resztę? - pytał retorycznie reporterów "Financial Timesa".
Sieczin zaczął wychodzić z cienia, gdy Putin uczynił go swoim pierwszym zastępcą w Białym Domu (siedziba premierów Rosji). Negocjował wsparcie dla Kirgistanu, rozmawiał z Kubą w sprawie wspólnego wydobycia ropy na Morzu Karaibskim, a Wenezueli proponował uruchomienie programu nuklearnego, czym wzbudził konsternację w Waszyngtonie.
Obecnie, gdy Miedwiediew tak wiele mówi o modernizacji i demokratyzacji Rosji, bytność na szczytach władzy otwartego zwolennika ścisłego sojuszu z Pekinem i Caracas jawi się jako dysonans. - Sieczin ma konstrukcję psychiczną kagebisty. Spiski, wszechobecni wrogowie, opozycja to piąta kolumna Zachodu, a Ameryka ciągle jątrzy przeciwko Rosji. Nie da się z nim rozmawiać. Powiesz mu, że jest zła pogoda, to odparuje, że w Stanach jest jeszcze gorsza - twierdzi Boris Reitschuster. - Dla niego Miedwiediew jest zbyt miękki i zbyt zachodni - dodaje w rozmowie z nami. A jednak układ sił nie jest przypadkowy. Zdaniem Pribyłowskiego walka pomiędzy grupami skupionymi wokół Sieczina i Miedwiediewa jest dziś głównym motorem całej rosyjskiej polityki.
Siłowicy od zawsze dążyli do odgrywania jak największej roli w rosyjskiej gospodarce, utożsamiając się z hasłem "kto ma pieniądze, ten zamawia muzykę". Sam Sieczin przejął pieczę nad sektorem energetycznym, odpowiadał za koncepcję uczynienia z Rosji mocarstwa naftowo-gazowego, co Miedwiediew i skupieni wokół niego liberalni ekonomiści uznają za przeszkodę na drodze do modernizacji kraju. Jako dobry ojciec wielokrotnie bronił Gazpromu przed restrukturyzacją, walczył jak lew o ulgi podatkowe dla spółek naftowych. Do dziś jest formalnym przewodniczącym rad nadzorczych dwóch kluczowych firm z tej branży - Rosnieftu (sektor naftowy) i Intier RAO JeES (handel energią elektryczną). To właśnie Rosnieft wzbogacił się na upadku Jukosu, przejmując znaczną część jego aktywów przez podstawioną firmę krzak Bajkałfinansgrup.
- Skupieni wokół Sieczina to wielcy zwolennicy państwowego kapitalizmu - komentuje Pribyłowski. - Mechanizm polega na tym, że najważniejsze przedsiębiorstwa formalnie są własnością państwa, ale faktycznie zostały podzielone między najważniejszych urzędników - dodaje. Ten swoisty konserwatyzm siłowików mocno kontrastuje z bardziej liberalną wizją Miedwiediewa, wspieranego przez ministra finansów Aleksieja Kudrina i odpowiedzialnego za handel zagraniczny Igora Szuwałowa.
Dlatego obaj panowie wyjątkowo się nie lubią, a obecny wicepremier był głównym przeciwnikiem kandydatury Miedwiediewa na następcę Putina. - Korzysta na tym szef rządu, bo dwaj politycy pochłonięci wzajemną niechęcią nie stanowią dla niego zagrożenia - mówi Reitschuster. Sam Sieczin wolał, aby ówczesny prezydent zmienił konstytucję wzorem Aleksandra Łukaszenki i kandydował na trzecią kadencję, a gdy Putin odmówił, lobbował za kolegą z frakcji siłowików, ekspremierem Wiktorem Zubkowem. Nominacja dla Miedwiediewa została uznana za największą porażkę w karierze Sieczina. Jego rosnące wpływy to zła wiadomość dla obecnego prezydenta w kontekście kolejnych wyborów prezydenckich w 2012 r. Kwestia, kto będzie kandydatem władz, wciąż pozostaje nierozstrzygnięta.
@RY1@i02/2010/132/i02.2010.132.000.0018.001.jpg@RY2@
Fot. AFP
Nominacja dla Miedwiediewa uznawana jest za największą porażkę w karierze Sieczina
współpraca Nino Dżikija
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu