Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Gazprom odcina Białoruś

2 lipca 2018

Rosja chce zmusić Mińsk, aby przystąpił do unii celnej

Wczoraj o 8 rano polskiego czasu wybuchła kolejna wojna gazowa. Tym razem rosyjski Gazprom o 15 proc. ograniczył dostawy gazu na Białoruś. To prawdopodobnie element politycznej presji na Mińsk, aby przystąpił do tworzonej przez Rosję unii celnej.

Po sześciu godzinach od przykręcenia kurka białoruski wicepremier Uładzimier Siamaszka obiecał, że Mińsk spłaci dług w ciągu dwóch tygodni. Nie wiadomo na razie, czy będzie to 192 mln dolarów, których domaga się Gazprom, czy 133 mln, do których przyznaje się Mińsk. Wiadomo natomiast, że jutro mija termin spłaty należności za maj, więc dług może wzrosnąć o kolejne 48 mln.

Rosjanie utrzymują, że Białoruś nadal uiszcza obowiązującą w ubiegłym roku należność w wysokości 150 dol. za 1 tys. m sześc. Tymczasem od 1 stycznia 2010 r. zgodnie z kontraktem powinien płacić 169 dol., w II kwartale 185 dol., a od 1 lipca - 195 dol. Wczorajsze obietnice Siamaszki nie oznaczają końca sporu. Mińsk nie zrezygnował bowiem z żądania spłaty przez Gazprom rzekomego długu w wysokości 217 mln dol. za tranzyt gazu na Zachód. Według Siamaszki Moskwa uznała te roszczenia. Do momentu zamknięcia tego wydania "DGP" Rosja tego jednak nie potwierdziła.

Gazprom potrzebuje pieniędzy, ponieważ sam jest mocno zadłużony - według niektórych źródeł nawet na 50 mld dol. Dlatego wczoraj, aby zmusić Białorusinów do decyzji o spłacie zobowiązań, prezydent Dmitrij Miedwiediew polecił szefowi rosyjskiego koncernu Aleksiejowi Millerowi o 15 proc. ograniczyć dostawy gazu. Pierwotnie Moskwa groziła kolejnymi redukcjami aż do poziomu 85 proc., jeśli Mińsk nie spłaci długu. Późnym popołudniem premier Władimir Putin zapowiedział jednak, że na razie do tego nie dojdzie. - Bierzemy pod uwagę szczególne więzy łączące nas z narodem białoruskim - tłumaczył.

W przeciwieństwie do ubiegłorocznej rosyjsko-ukraińskiej wojny gazowej Polska nie powinna odczuć konfliktu. Tranzyt do UE jest bowiem prowadzony przez gazociąg jamalski, w pełni kontrolowany przez Rosjan i obejmujący jedynie piątą część dostaw gazu dla Europy. Co więcej, Ukraina (80 proc. tranzytu do Unii) obiecała wczoraj, że zwiększy tranzyt przez własny system przesyłowy, jeśli zajdzie taka potrzeba. Spośród państw UE pewne ryzyko grozi Litwie podłączonej do gazociągów zarządzanych przez Białoruś. Wilno ucierpi, jeśli Mińsk zdecyduje się w odwecie odciąć gaz dla obwodu kaliningradzkiego - jedyny gazociąg do tej rosyjskiej enklawy biegnie przez Białoruś i Litwę. Na szczęście jest lato, więc nie dojdzie do sytuacji tak dramatycznej jak w 2009 roku, gdy w wyniku ukraińsko-rosyjskich sporów w części Europy w środku ostrej zimy wyłączono kaloryfery.

W sporze z Mińskiem nie chodzi tylko o pieniądze. Łukaszenka jest dla Rosjan coraz bardziej niewygodnym partnerem, m.in. ze względu na opór, jaki stawia próbom rosyjskiej ekspansji ekonomicznej na Białorusi czy naciskom na przystąpienie na kremlowskich warunkach do unii celnej, która ma powstać 1 lipca. Wojna gazowa jest więc elementem szerszej presji energetycznej wywieranej na Mińsk. Od 1 stycznia - poza zwiększoną ceną za gaz - Rosja wprowadziła też cła eksportowe na ropę. Tymczasem przetwory naftowe były jednym z hitów eksportowych Mińska. W rezultacie po raz pierwszy od lat obie białoruskie rafinerie straciły płynność finansową, średnia cena ropy wzrosła o 57 proc., zaś jej reeksport zmalał o 38 proc. Do wyborów prezydenckich na Białorusi, planowanych na najbliższą jesień lub zimę, rosyjska presja na Łukaszenkę nie ulegnie osłabieniu.

@RY1@i02/2010/119/i02.2010.119.183.011a.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Białoruś zapewnia, że dług wobec Gazpromu spłaci w ciągu dwóch tygodni

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Nie można patrzeć na spór gazowy bez uwzględnienia kontekstu w postaci całości stosunków rosyjsko-białoruskich. A te nigdy nie były tak złe jak obecnie. Już sam fakt, że na rozmowy do Mińska przyjechał wczoraj rosyjski szef MSZ Siergiej Ławrow, świadczy o tym, że odcięcie dostaw gazu ma podstawy polityczne, a nie ekonomiczne. Białoruś odmówiła przystąpienia do tworzonej przez Rosję unii celnej, a bez Mińska ta koncepcja traci sens. Kompromis, który ostatecznie zostanie zawarty, może zawierać jakieś białoruskie obietnice związane z unią celną, być może w zamian za przymknięcie oczu na część białoruskiego długu. Rosja sobie go nie wymyśliła; najlepszy dowód, że Białoruś sama przyznaje się do należności. Trudno wyjaśnić, dlaczego nie płacono pełnej stawki. Mińsk ma problemy finansowe, ale nie aż takie. Być może to kolejna złośliwość Łukaszenki, który zdaje sobie sprawę, że w rozmowach z Moskwą nie stoi na straconej pozycji. Rosja nie może sobie pozwolić na zbyt ostrą akcję przeciwko Białorusi, skoro sama stara się ocieplić relacje z Zachodem, a Mińsk poprzez odmowę przystąpienia do unii celnej pokazał, że jest w stanie zadać Rosji straty wizerunkowe. Z drugiej strony oskarżenia pod adresem Gazpromu, że ten nie zapłacił za tranzyt, wydają się krokiem z dziedziny public relations. Gdyby faktycznie Rosjanie nie zapłacili, nie ryzykowaliby eskalacji sporu gazowego.

@RY1@i02/2010/119/i02.2010.119.183.011a.002.jpg@RY2@

Fot. materiały prasowe

Alena Rakawa białoruska ekonomistka

, ekonomistka Centrum Badawczego IPM w Mińsku

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.